A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Ciekawe miejsca, propozycje wycieczek, co warto zobaczyc? Tematy związane z turystyką motocyklową
Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: DAREK.S » 15 stycznia 2016, 20:29

Przyszedł nowy rok i po głowie zaczynają już chodzić nowe pomysły i plany. Chociaż w naszym przypadku do samego końca nic nie wiadomo to póki co celem numer jeden jest ponownie Skandynawia. Tym samym zaczynam sobie przypominać gdzie nas nosiło i co zobaczyliśmy w zeszłym roku. Jak już zacząłem sobie przypominać trasę i miejsca, to przypomniałem sobie również że kilku osobom obiecałem relację z naszych norweskich wojaży.
Pół roku minęło, a relacji jak nie było tak nie ma - normalnie wstyd! ;-) Ponieważ w dziesiątkach moich noworocznych postanowień znalazła się również zaległa relacja, więc pozwolę sobie swoim wpisem rozpocząć nowy rok w tym dziale forum. Na początku wypadałoby napisać dlaczego wybraliśmy Norwegię, bo przecież nie jest to kraj jakoś specjalnie sprzyjający motocyklistom. Czytając relacje motocyklistów można by odnieść wrażenie, że zdecydowana ich większość wybiera się tam z jednego powodu - zaliczyć Nordkapp. Ten (nie do końca) najdalej wysunięty na północ punkt naszego kontynentu przyciąga jak magnes i muszę przyznać, że ja też w pierwszej chwili myśląc o Norwegii zastanawiałem się jak się dostać na jej północny kraniec. Szczęśliwie poza tymi motocyklowymi wpadło nam w oko kilka innych relacji pokazujących, że aby podziwiać piękno tego kraju wcale nie trzeba robić tysięcy kilometrów aż na Nordkapp . Co więcej, powiedziałbym, że próba zmieszczenia Nordkapp w grafiku dwutygodniowego urlopu przekreśla szanse podziwiania wielu fantastycznych miejsc i tras na południu tego kraju. Norwegia to naprawdę duży kraj i nawet pobieżne zwiedzenie jej w trakcie jednego krótkiego urlopu jest zdecydowanie niemożliwe. Szczególnie jeżeli ktoś tak jak my jest również miłośnikiem górskich widoków i poza nawijaniem asfaltu na koła chciałby pooglądać te piękne norweskie krajobrazy również z góry. Oczywiście o oglądaniu z "dołu" czyli z pokładów promów przemierzających piękne norweskie fiordy nawet nie wspominam.
Co i gdzie udało (albo nie udało) nam się ciekawego zobaczyć napiszę pewnie jeszcze później, ale na razie trochę o samej trasie do kraju troli.

W drodze do Norwegii
Wybierając się do Norwegii z południa Polski trzeba zarezerwować sobie przynajmniej dwa dni na dojazd do granicy. Raczej nie obędzie się bez podróży promem. My rozważaliśmy takie trzy opcje dojazdu:

Opcja nr 1 - Promem do Szwecji z Gdyni lub Świnoujścia.
Rezerwując odpowiednio Wcześniej warto kupić bilet na nocny rejs bo nie tracimy wtedy dnia na pływanie. Niestety rejsy z Polski są dość długie i płynąc przez dzień w Szwecji trzeba od razu szukać noclegu. Gdzie by nie płynąc (Malmo lub Karlskrona) to do Norwegii zostaje jeszcze z 600 km. Doliczając do tego 600 km przez Polskę wychodzi ok. 1200 km dojazdu. Największym problemem z promem z Polski jest to że trzeba go (rejs nocny) rezerwować sporo wcześniej, zwłaszcza jeżeli chcecie ciąć koszty i załapać się na tańszą kabinę. Ponieważ w naszym przypadku decyzja o wypadzie do Norwegii zapadła na tydzień przed urlopem to o biletach z Polski mogliśmy zapomnieć.

Opcja nr 2 - Przeprawa promem z Hirtshals (Dania) bezpośrednio do Norwegii.
To jest chyba najszybsza opcja jeżeli wybiera się podróż promem, bo w zależności czy płyniemy do Kristiansand czy do Langesund podróż promem trwa 2:15 lub 3:45. Bilety są dość przystępne cenowo (ok 35 EUR Za 2 osoby + moto) o ile zamówi się je odpowiednio wcześnie. Należy uważać bo ceny zmieniają się znacznie (nawet od ok. 35 do 150 EURO) w zależności od dnia rejsu i terminu zamówienia biletu. Ponieważ ja zamawiałem bilet pięć dni przed rejsem to w rozsądnej cenie mogłem kupić tylko bilet do Langesund, miejscowości z której mieliśmy nieco dalej do pierwszego celu naszej podróży. Trasa do Hirtshals to ok. 1400 km nudnej autostrady i gdyby się uprzeć można by ją zrobić w przeciągu jednego dnia nie tracąc czasu na rozglądanie się na boki.

Opcja nr 3 - Most nad Sundem (Kopenhaga<->Malmo).
Tę opcję rozpatrywałem ze względu na atrakcję, którą może być przejazd najdłuższym mostem na świecie łączącym dwa państwa. Przy okazji można by zwiedzić Kopenhagę. Niestety chcąc uniknąć promów trzeba by było nadłożyć sporo kilometrów, a trasa do Norwegi liczyłaby ok. 1900 km po asfalcie. Pomysł jazdy przez Kopenhagę upadł więc ze względu na ograniczenia czasowe - niestety nie da się zobaczyć "wszystkiego" mając do dyspozycji tylko dwa tygodnie urlopu. :-(

Tak więc jak, już wcześniej wspomniałem wybraliśmy opcję nr 2 i nasza trasa w kierunku Norwegii wyglądała mniej więcej tak:
Obrazek
Trasa: https://goo.gl/maps/oZJSMjSHycB2

Ponieważ rozpoczęliśmy naszą podróż w piątek, a prom mieliśmy zarezerwowany dopiero na poniedziałek, to nie musieliśmy się za bardzo śpieszyć. W piątek zaliczyliśmy więc tylko nudny autostradowy odcinek do granicy niemiecko-duńskiej. Po ok. 1000 km monotonnej jazdy zatrzymaliśmy się w okolicach Schlezwig na kempingu Wikinger Camping Haithabu. Kemping i okolice oferuje trochę atrakcji i pewnie można by tu spędzić trochę czasu, ale my tym razem musieliśmy zadowolić się tylko noclegiem. Chociaż nie do końca - nie mogliśmy odmówić sobie pysznego śniadanka w przy-kempingowej knajpce - zdecydowanie polecam, gorąca kawa, świeże pieczywo z własnej piekarni, szyneczka i sery - palce lizać. Szczególnie, że przy cenie ok. 20 EUR na dwie osoby było to chyba najtańsze śniadanie w trakcie tego urlopu.
Obrazek
Obrazek

W sobotę mieliśmy do przejechania około 400 kilometrów przez Danię do Hirtshals. Ponieważ pogoda dopisywała, a nam się za bardzo nie śpieszyło postanowiliśmy pokręcić się trochę po duńskich drogach. Chcieliśmy przynajmniej pobieżnie sprawdzić czy Dania jest takim nudnym krajem jak podają niektóre źródła. Szukając atrakcji Danii można trafić na info o drodze margaretek (The Marguerite Route) - trasie która prowadzi przez wiele atrakcyjnych dla turystów miejsc. Jednym z takich miejsc jest Młyn Dybb?l, który był "prawie" po drodze więc postanowiliśmy go zobaczyć.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Później prawie przez pół Danii przelecieliśmy równą i niemalże pustą trasą 170/511 prowadzącą wzdłuż autostrady przez duńskie krajobrazy. Chociaż Dania jest płaska jak stół, a drogi nie obfitują w winkle to bardzo przyjemnie przemierza się ją w leniwym, cruiserowym tempie. Ponieważ jednak po kilku godzinach w takim tempie Prosiak zaczyna usypiać to gdzieś w połowie drogi wróciliśmy na zatłoczoną autostradę E45. Przez tłumy turystów zmierzających ewidentnie autostradą w kierunku przepraw promowych. W Danii tempo jazdy nie było już tak wysokie jak w Niemczech ale koniec końców udało nam się w rozsądnej porze zameldować na kempingu Tornbystrand pod Hirtshals. W samym Hirtshals też jest kemping (z ciekawą lokalizacją) ale wybierają go wszyscy czekający na prom i obawiałem się, że może być problem z miejscówkami. Dodatkowo, ponieważ ten kemping leży nad samym morzem, odwiedzający skarżą się na nieustający wiatr. Ponieważ mieliśmy spędzić w Hirtshals dwie nocki pod namiotem wolałem wybrać spokojniejszy kemping w Tornby.
Obrazek

Ponieważ prom mieliśmy zarezerwowany dopiero na poniedziałek, to niedzielę, która jest jak wiadomo dniem odpoczynku i relaksu, postanowiliśmy wykorzystać w najlepszy znany nam sposób - oczywiście "w siodle". ;-)
Dzień się zaczął pogodnie więc nie marnowaliśmy czasu i w pierwszej kolejności wybraliśmy się na mały plażing nad Morze Północne.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Plażowanie jednak szybko nas nudzi, więc korzystając z ładnej pogody ruszamy na północ w poszukiwaniu atrakcji. Punkt docelowy, to Skagen najbardziej wysunięty na północ punkt Danii.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Niestety jak widać na powyższym obrazku, zrobiło się trochę mokro. Już w Danii objawiła nam się kapryśna skandynawska pogoda. Deszcz właściwie złapał nas już w Hirtshals, ale nie zrażaliśmy się, bo do Skagen mieliśmy niecałe 50 km, a na takim dystansie jadąc na Prosiaku naprawdę trudno zmoknąć. Do Skagen jedzie się przede wszystkim w jednym celu - zamoczyć lewą nogę w Morzu Północnym, a prawą w Bałtyku - oczywiście jednocześnie. ;-)
W tym celu należy udać się na przylądek Grenen- miejsce gdzie łączą się te dwa morza. Na styku mórz można obserwować jak ich fale zderzają się ze sobą, a do tego zafundować sobie spacerek piaszczystą łachą daleko w głąb morza. My mieliśmy na sobie komplet motocyklowych ciuchów więc nie skorzystaliśmy niestety z takiej przyjemności.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ponieważ aura znowu się do nas uśmiechnęła mieliśmy okazję na spokojnie powłóczyć się po miasteczku, popróbować duńskiej kawy i słodkości i na sucho wrócić do Hirtshals.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zanim wróciliśmy na kemping, pokręciliśmy się jeszcze po Hirsthals, zwiedzając między innymi latarnie morską z której rozciągały się piękne widoki na duńskie wybrzeże.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Można powiedzieć, że w tym dniu skończyła się nasza przygoda z Danią, bo nazajutrz rankiem zwinęliśmy majdan i udaliśmy się stanąć grzecznie w kolejce do promu. Chociaż zdarzało nam się już pływać promami pomiędzy chorwackimi wyspami, to bez dwóch zdań przeprawa przez Morze Północne była czymś zupełnie nowym. Szczególnie Prosiak się stresował, bo w odróżnieniu od Virówki jeszcze wcale nie miał okazji pływać i był to jego dziewiczy rejs. ;-). Prawdę mówiąc my też się trochę stresowaliśmy, bo takim kolosem jak prom FjordLine jeszcze nie podróżowaliśmy. Sam wjazd na prom przyprawiał o gęsią skórkę, bo mokry stalowy pokład był jak lodowisko i o ile opony Prosiaka trzymały się gruntu dość dobrze, to ja w motocyklowych butach jeździłem jak na lodzie. Szczerze mówiąc trząsłem portkami żeby nie wywinąć na tym mokrym pokładzie jakiegoś spektakularnego orła przy parkowaniu. Później jeszcze trzeba było przywiązać Prosiaka żeby za bardzo nie brykał podczas przeprawy - trzy razy poprawiałem taśmy, a i tak miałem wrażenie że przy pierwszej lepszej okazji motocykl się przewróci. Oczywiście martwiłem się niepotrzebnie, ale co zrobić jak człowiek nieobyty w świecie i pierwszy raz coś robi. ;-) :lol:
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po zaparkowaniu można było ruszyć zwiedzać prom i zrobić kilka lansiarskich fotek na fejsa. ;-) Rejs jest krótki i na tym odcinku nie sprzedają kabin więc właściwie każdy wolny fotelik zaraz znajdował swojego amatora. My też połaziliśmy może z pół godziny i zalegliśmy na jakimś wolnym miejscu, racząc się w wolnej chwili kawą i szwedzką kanapką zakupioną w promowej jadłodajni.
Obrazek
Obrazek

Po trzech godzinach na horyzoncie zaczęło się pojawiać norweskie wybrzeże więc spora grupa podekscytowanych pasażerów, w tym również my, wyległa na pokład żeby nacieszyć oczy pierwszymi norweskimi krajobrazami. Pierwsze widoki jak cukierek lizany przez papierek, bo oglądane przez szybę promu, zaostrzały apetyt na ten nieznany nam dotąd kraj. Jest pięknie, szkoda czasu - "na kuń!" - jak mawiał znajomy klasyk. ;-)
W pośpiechu zjeżdżamy więc windą na dolny pokład, uwalniamy Prosiaka z więzów i wytaczamy nasze dwa kółka na twardy ląd. :mrgreen:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Hurra, udało się! Jesteśmy w Norwegi!! Jeszcze pól roku temu nawet o tym poważnie nie myśleliśmy, a teraz szorstkie asfalty Norwegii pieszczą nasze opony. ;-) :rock:
Po drodze jeszcze trzeba odwiedzić bankomat i można ruszać przed siebie ...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Celina
Posty: 707
Rejestracja: 30 września 2011, 00:58
Motocykl: XV 535 '99
Lokalizacja: Warszawa/ Białystok
Wiek: 31
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Celina » 15 stycznia 2016, 20:41

:) Czekam na ciąg dalszy :)
Kasia.

"I ja mam chwile filozoficznej zadumy. Staję sobie na moście nad Wisłą,
od czasu do czasu spluwam na fale i myślę przy tym: Panta rei." /Lec

staszek_s
Posty: 201
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 53
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: staszek_s » 17 stycznia 2016, 11:08

Dzięki za kolejną smakowitą relację, czekam niecierpliwie na dalszy ciąg. Jak widzę, Prosiak wyruszył prawie zza mojej miedzy ;) Jeśli można pytanie techniczne, jak to wygląda z mocowaniem moto na promie, są jakieś wyznaczone miejsca? Trzeba mieć swoje pasy?

jepi19
Posty: 501
Rejestracja: 27 marca 2012, 09:09
Motocykl: VN 900
Lokalizacja: Bieruń Stary
Wiek: 66
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: jepi19 » 17 stycznia 2016, 11:08

Super :bravo: :rock:

Awatar użytkownika
Baca
Posty: 2200
Rejestracja: 24 sierpnia 2010, 09:36
Motocykl: Była535-Jest H.D1600
Lokalizacja: Tychy-Bierun
Wiek: 61
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Baca » 17 stycznia 2016, 11:52

Darek,fajnie sie czyta Wasze opowiesci z trasy,az mnie korci zeby sie wybrac. :bravo: :chopper:

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: DAREK.S » 17 stycznia 2016, 12:32

staszek_s pisze:Jeśli można pytanie techniczne, jak to wygląda z mocowaniem moto na promie, są jakieś wyznaczone miejsca? Trzeba mieć swoje pasy?

Tak, na promie są wyznaczone miejsca z "uszami" do zaczepienia pasów.
ObrazekPasy są dostępne na promie ale sam mocujesz moto, tak żeby się w trakcie rejsu nie wywróciło. Stawiasz na centralkę albo boczną i w zależności od motocykla mocujesz do czego możesz - ludzie wiązali do gmoli, lag lub ramy. W ST1300 właściwie nie ma za co złapać i pozostaje przewiązanie przez siedzenie - ja w obawie żeby nie uszkodzić siedzenia podkładałem pod pas rękawice, a w przyszłości pewnie wziąłbym kawałek karimaty albo przynajmniej ręcznik zostawił na wierzchu bagażu żeby położyć na siedzenie. Chociaż może jestem przewrażliwiony. ;-)
Wiązanie było obowiązkowe właściwie tylko przy przeprawie przez morze. Na spokojnym morzu w fiordach moto zostawało tylko na bocznej stopce i wbitym biegu.

Baca pisze:Darek,fajnie sie czyta Wasze opowiesci z trasy,az mnie korci zeby sie wybrac. :bravo: :chopper:

Poczekaj, poczekaj - jak uda mi się wrzucić trochę więcej widoczków z Norwegi, to wtedy dopiero zacznie naprawdę kusić. :-)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Baca
Posty: 2200
Rejestracja: 24 sierpnia 2010, 09:36
Motocykl: Była535-Jest H.D1600
Lokalizacja: Tychy-Bierun
Wiek: 61
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Baca » 17 stycznia 2016, 18:30

Wiem Darek,plany sa,ale nie wiem czy plan wypali,czekam na skierowanie do sanatorium,a z moich obliczen wypadnie w tym okresie,kiedy jest tam cieplo,a pozniej to juz za pozno,sam byles to wiesz jak jest. :chopper:

kokuru
Posty: 207
Rejestracja: 14 maja 2009, 23:30
Motocykl: st1300
Lokalizacja: Koszalin
Wiek: 56
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: kokuru » 17 stycznia 2016, 19:47

Ciekawy jestem jak upakowales wszystkie graty w st.Jakim cudem dla Twojej Frau starczylo miesca?Jaki namiot,spiwor,materac mieliscie ze soba?

Awatar użytkownika
-waldi-
Posty: 7063
Rejestracja: 14 kwietnia 2009, 22:29
Motocykl: XV700N '85/96+ST1100
Lokalizacja: Oświęcim
Wiek: 40
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: -waldi- » 17 stycznia 2016, 20:46

Monika z Darkiem są mistrzami pakowania... już nie raz się przyglądałem na ich mini oprzyrządowanie :D
mnie tam zawsze brakuje miejsca hihihi
Obrazek
ELITARNA LOŻA SZYDERCÓW
Obrazek
NIE UFAJ MECHANIKOWI, ZRÓB TO SAM !!!
Nie udzielam porad na PW - od tego jest forum!

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: DAREK.S » 17 stycznia 2016, 21:18

Baca pisze:Wiem Darek,plany sa,ale nie wiem czy plan wypali,czekam na skierowanie do sanatorium,a z moich obliczen wypadnie w tym okresie,kiedy jest tam cieplo,a pozniej to juz za pozno,sam byles to wiesz jak jest. :chopper:

No niestety, okienko na jazdę na moto jest tam dość wąskie, bo właściwie tylko lipiec i sierpień wchodzą w rachubę. W innych miesiącach temperatury rzadko przekraczają 10-15 stopni. Wiosną jest co prawda mniejsze prawdopodobieństwo opadów ale np w maju temperatury są poniżej 10 stopni i może być jeszcze sporo śniegu na drogach zwłaszcza w górach.

kokuru pisze:Ciekawy jestem jak upakowales wszystkie graty w st.Jakim cudem dla Twojej Frau starczylo miesca?Jaki namiot,spiwor,materac mieliscie ze soba?

Jak to upakowałem? Nie było tak źle, przecież ST ma dość miejsca do zapakowana czteroosobowej rodziny? ;-) :-D
Poważniej - trochę trzeba było pokombinować, bo ciuszki musiały być trochę cieplejsze. Planowaliśmy też w Norwegii trochę górskiego łażenia, więc trzeba było upchnąć solidniejsze buty. Tak więc sprzęt kempingowy, kuchnia, buty, podpinki, kosmetyki, trochę prowiantu i inny drobny sprzęt zajmuje jeden kufer boczny i centralny. Na ciuchy zostaje jeden wolny bok więc trzeba przemyśleć liczbę sukienek ale nie jest źle. :-)
Do bocznego kufra mieszczę:
- czteroosobowy namiot - sprawdzony model z Tesco, który wytrzymał więcej niż niejeden markowy a do tego jest bardzo kompaktowy,
- dwa materace Thermarest,
- 4 pary butów plus jakieś klapeczki.
W Alpy i na Norwegię braliśmy cieplejsze wersje ultralightowych śpiworów z Decathlonu (model S10) które zwykle lądowały w kufeze centralnym.
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
grzegorzbr2
Posty: 4568
Rejestracja: 13 listopada 2012, 21:00
Motocykl: XV 535, 1100, 1700
Lokalizacja: Świętokrzyskie - TOP
Wiek: 46
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: grzegorzbr2 » 17 stycznia 2016, 21:37

Super się czyta, fajne foty, jak bym tam był :)

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Maćko » 19 stycznia 2016, 18:56

A mnie i tak interesuje tylko, czy będą bunkry :D
Zaczyna się nieźle, czekamy na cd.

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: DAREK.S » 19 stycznia 2016, 19:58

Maćko pisze:A mnie i tak interesuje tylko, czy będą bunkry :D
Zaczyna się nieźle, czekamy na cd.

A taki może być?
Obrazek
Albo takie?
Obrazek

Wzgórze pod latarnią w Hirtshals też było podziurawione jak ser szwajcarski i zalane betonem. W końcu ten kawałek wybrzeża to fragment Wału Atlantyckiego nad cieśniną Skagerrak i "trochę" betonu jeszcze zostało. Ja ze względu na ogromną ilość zdjęć muszę się mocno ograniczać ale musisz uwierzyć na słowo: bunkry były, ale zajebiście dopiero miało być. ;-)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Maćko » 20 stycznia 2016, 21:30

DAREK.S pisze:
Maćko pisze:A mnie i tak interesuje tylko, czy będą bunkry :D
Zaczyna się nieźle, czekamy na cd.

A taki może być?
Obrazek
Albo takie?
Obrazek

Dziękuję, jestem usatysfakcjonowany, dalej nie czytam, bo pęknę z zazdrości.
Żartuje oczywiście :cool: Napieraj , bo wiosna coraz bliżej i inspiracji brakuje.
Pozdr. m.

mwoleyko@gmail.com
Posty: 4
Rejestracja: 21 stycznia 2016, 08:12
Motocykl: Kawasaki GPZ500
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: mwoleyko@gmail.com » 22 stycznia 2016, 11:04

Fantastyczne zdjęcia, chciałbym tam być. Planuję wycieczkę do Norwegii w tym roku ;)

Awatar użytkownika
Blunio
Posty: 5499
Rejestracja: 11 marca 2008, 10:21
Motocykl: Suzuki V-strom DL650
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Wiek: 66
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Blunio » 23 stycznia 2016, 02:09

Maćko pisze:Napieraj , bo wiosna coraz bliżej i inspiracji brakuje.
Właśnie. Smaku narobił i teraz smacznie sobie śpi :kawa:
Nadzieja to ogień. To ogień, który chce płonąć nawet wtedy, gdy jest gaszony. Nadzieja to nieodparte dążenie, by odnajdywać sens w bezsensie i odkrywać prawdę w zamęcie kłamstw.
Samochód z Niemiec a kobieta z Polski - nigdy odwrotnie!!!

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: DAREK.S » 24 stycznia 2016, 16:21

Blunio pisze:
Maćko pisze:Napieraj , bo wiosna coraz bliżej i inspiracji brakuje.
Właśnie. Smaku narobił i teraz smacznie sobie śpi :kawa:

Hehe, wcale nie śpi tylko kombinuje co tu dalej wrzucić. Wszystko to wina Moniki, która napstrykała 5 tysięcy zdjęć i nie wiadomo jak z tego wybrać góra tysiąc żeby albumu na picasie nie brakło. ;-)
Najgorzej, że wszystkie zdjęcia jednakowe: las, woda, droga, las, woda, droga na Ostrołękę, las... :lol:
A co mi tam, macie tu linka do roboczej galerii: https://picasaweb.google.com/1134269796 ... 477pk6HWNQ. Jak macie cierpliwość, to oglądajcie póki da się to ogarnąć, bo z czasem będzie tam tych fotek przybywać. Część z nich pewnie znajdzie się w relacji, część pewnie zniknie jak cenzor uzna, że czegoś takiego nie przystoi pokazywać na forum publicznym. ;-)

Wracając do relacji - jesteśmy w Norwegi i jedziemy dalej:

Pierwszy dzień na norweskich drogach.
Jeszcze w domu, gdy dopiero dojrzewała w nas myśl żeby wybrać się do Norwegii, zastanawiałem się mocno jak by tu zaplanować trasę po tym kraju żeby jak najwięcej zobaczyć. Jak wcześniej pisałem musimy ograniczyć się tylko do południowej części tego kraju, która i tak w przybliżeniu zajmuje powierzchnię zbliżoną do Polski. Pytanie co warto tutaj zobaczyć? Na pewno w pierwszej kolejności w plan trzeba wpisać dwie widokowe, popularne wśród motocyklistów drogi: Troli i Orłów. Do tego zestawu dołożyć wypada również mniej znaną Lysebotnvegen prowadzącą ciasnym zakrętach wprost do Świetlistego Fjordu, o której dowiedziałem się z artykułu "Szlaki adrenaliny..." znalezionego kiedyś na Motovoyagerze. Oczywiście oprócz pozycji dla motocyklistów Norwegia oferuje mnóstwo innych atrakcji. Wszystkie przewodniki i relacje z tego kraju podkreślają piękno fiordów - jest ich pewnie tysiące ale jest kilka, które warto umieścić w planie podróży. Dodatkowo dochodzą jeszcze atrakcje dla amatorów górskich wycieczek: Kjerag, Preikestolen, Trolltunga. Oczywiście to tylko kilka pozycji z listy "co trzeba zobaczyć w Norwegii", a i tak trudno zmieścić te wszystkie atrakcje w planie, jak zawsze za krótkiego urlopu.

My zaczęliśmy zwiedzanie od południa - nie chcemy zostawiać nic na drogę powrotną, bo w końcu nie wiadomo co jeszcze przed nami, jak się poukłada pogoda i czy czasem nic szalonego (na przykład powrót przez Finlandię?) nam do głowy nie wpadnie. :-) Tak więc pierwszym punktem naszej trasy jest Lysebotn, a sama trasa wygląda mniej więcej tak:
Obrazek

Co prawda nawigacja sugerowała, że najlepiej trzymać się trasy E18 prowadzącej wzdłuż wybrzeża do Kristiansand, ale jak wiadomo nie można zwiedzić żadnego kraju podróżując autostradami i drogami szybkiego ruchu. Dlatego też, my wybraliśmy mniej uczęszczaną trasę nr 38 w kierunku Vradal i Dalen. Jak się później okazało był to bardzo dobry wybór, bo można powiedzieć że właściwie prawie nie było tu ruchu. Prawdziwa motocyklowa wolność - tylko my, Prosiak, piękne widoki i wstęga asfaltu po horyzont. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Trasa 38 cieszyła nasze oczy widokami jezior ciągnącymi się prawie cały czas przy samym asfalcie. Potem, kawałek przed Dalen odbiliśmy na trasę nr 45 i widoki jezior ustąpiły pierwszym górom. Trochę niepokojący był na pierwszy rzut oka śnieg zalegający na ich się zboczach ale pogoda póki co była całkiem znośna więc humory dopisywały i nie martwiliśmy się na przyszłość.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Z 45-tki zjechaliśmy na chwilę na krajową trasę nr 9, która również nie wyglądała na zbytnio uczęszczaną, a i widoki zapewniała wyśmienite. Niemniej jednak, tylko kilka kilometrów dzieliło nas od zjazdu na lokalne drogi w kierunku Lysebotn. Trasa prowadziła drogami Fv337->Fv987->Fv986->Fv500 - właściwie była to jedna droga z tym, że chyba w każdej jednostce administracyjnej miała inne oznaczenia. W każdym razie, muszę przyznać, że o ile dotychczasowe widoki były piękne, to ta trasa, a zwłaszcza jej końcówka (Fv986/Fv500) powaliła nas na kolana. Wybiegając w przyszłość i podsumowując ten wyjazd chyba był to najpiękniejszy odcinek asfaltu którym jechaliśmy. Do samego punktu widokowego na początku szlaku na Kjerag jechaliśmy wąziutką dróżką przez jakiś górski płaskowyż z którego roztaczały się niesamowite widoki.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pogoda dopisywała więc nie martwiliśmy się za bardzo tym, że wąska droga i piękne widoki nie pozwalają zbyt szybko jechać. Dodatkowo nie tylko my podziwialiśmy widoki i trzeba było bardzo uważać żeby nie wjechać w cztery litery beztroskim spacerowiczkom, które czaiły się co kawałek i bez żadnego ostrzeżenia pchały się pod koła.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Sierpień, piękne słońce, 20 stopni Celsjusza i kupa śniegu - jak tak ma wyglądać Norwegia to zdecydowanie jest to nasz kraj. ;-) Aż się chce zatrzymać, pospacerować i zrobić pamiątkową fotkę na fejsa w pięknej okoliczności przyrody. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W sumie ile bym nie wkleił fotek, to i tak tak nie oddadzą one klimatu tamtej okolicy. My przez 100 kilometrów jechaliśmy z rozdziawionymi ustami i nie mogliśmy się napatrzeć. Co tam drabiny troli czy inne drogi orłów - po przejechaniu tego odcinka spokojnie moglibyśmy wracać do domu. :-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Koniec, końców dotarliśmy do Kjerag Restaurant i po krótkim postoju byliśmy gotowi do ostatniego etapu dzisiejszej podróży. Pozostał nam tylko zjazd do Lysebotn - bułka z masłem, tylko 10 kilometrów. Nawet Monika o dziwo nie stresuje się jakoś specjalnie. Kto wie? Może, to przez to, że dopiero jutro się dowie że jest to jedna z najtrudniejszych dróg Norwegii? ;-) Ja nie liczyłem, ale podobno droga ma aż 27 serpentyn w tym jedna w tunelu.
Obrazek

Muszę przyznać, że ta agrafka w tunelu była dla mnie sporą nowością, bo jak dotąd tunele kojarzyły mi się z prostą kreską przez góry. Jak się potem okazało nie dotyczy to Norwegii - nie dość, że ryją te tunele jak szaleni co kilka kilometrów, to rzadko który jest prosty. Co więcej zdarzyło nam się nawet później zaliczyć tunel w którym zrobiliśmy nawrót o 360 stopni. Uprzedzając pytania i wątpliwości - nie, nie było to rondo. :-) Po prostu wyjechaliśmy z góry w tym samym kierunku tyle, że piętro wyżej. ;-)
Szkoda jednak czasu na dygresje o tunelach - pora jechać dalej bo dzień ucieka, a trzeba znaleźć jeszcze kemping. To ostatnie nie było z resztą jakoś specjalnie trudne, bo Lysebotn to wioska z jedną drogą kończącą się na przystani portowej. Tak więc po kilku minutach emocjonującego zjazdu, kończymy naszą dzisiejszą podróż na łące będącej ponoć polem kempingowym i zaczynamy snuć plany na kolejne dni.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

cdn..
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

lysybald
Posty: 557
Rejestracja: 10 września 2007, 19:41
Motocykl: czarny
Lokalizacja: Pruszków
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: lysybald » 24 stycznia 2016, 21:08

Świetnie się czyta, dobrze że poczekaliście trochę z relacją, to dobry czas na publikację dla utęsknionych wojaży.
Gratuluję wyprawy i czekam na kolejne odcinki.

Awatar użytkownika
Pawlas
Posty: 173
Rejestracja: 03 lutego 2010, 16:35
Motocykl: XV1100/ST1300
Lokalizacja: Kraków
Wiek: 48
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Pawlas » 25 stycznia 2016, 14:35

Jak zawsze pierwsza liga miejscówek i opisów !
Dzięki !

jepi19
Posty: 501
Rejestracja: 27 marca 2012, 09:09
Motocykl: VN 900
Lokalizacja: Bieruń Stary
Wiek: 66
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: jepi19 » 25 stycznia 2016, 18:02

Darek super :bravo: opis , świetna wyprawa :chopper: narobiłeś smaku że hooo :bravo: :bravo: :bravo:

Awatar użytkownika
-waldi-
Posty: 7063
Rejestracja: 14 kwietnia 2009, 22:29
Motocykl: XV700N '85/96+ST1100
Lokalizacja: Oświęcim
Wiek: 40
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: -waldi- » 25 stycznia 2016, 20:12

cichaczem obrócił... i smaki robi :)
Obrazek
ELITARNA LOŻA SZYDERCÓW
Obrazek
NIE UFAJ MECHANIKOWI, ZRÓB TO SAM !!!
Nie udzielam porad na PW - od tego jest forum!

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: DAREK.S » 31 stycznia 2016, 15:18

-waldi- pisze:cichaczem obrócił... i smaki robi :)

Eee, tam cichaczem - za dnia jechałem. ;-)
Jeżeli zaś o smakach mowa, to z góry ostrzegam, że w relacji z kolejnych dwóch dniach urlopu smaków motocyklowych za dużo nie znajdziecie. Będzie więc raczej krótko - przynajmniej mam taką nadzieję. :-D

Norwegia, dzień 2 i 3 - Patrzymy na fiordy z góry
Wybierając Lysebotn na pierwszy przystanek naszej podróży mieliśmy w głowach cztery cele do zrealizowania:
1) pokręcona droga do Lyseboton
2) wyjście na Kjerag
3) przepłynięcie promem przez Lysefjorden
4) skalna półka Preikestolen

Pierwszy cel zrealizowaliśmy bez większych problemów więc przyszła pora zaplanować kolejne atrakcje. Wieczorem, w dniu przyjazdu, sącząc piwko w barze, który był jednocześnie recepcją kempingu dowiedzieliśmy się, że rejs przez Lysefjorden trzeba wcześniej zarezerwować i wykupić, bo kursuje tu tylko mały turystyczny prom, jak dobrze pamiętam tylko dwa razy w ciągu dnia. Tak, też zrobiliśmy korzystając z dostępnej w knajpce sieci WiFi - generalnie nie ma problemów z wykupieniem biletu na stronach przewoźników, ważne żeby mieć do dyspozycji kartę którą można płacić w sieci. Nam udało się wykupić bilet na ranny rejs za dwa dni, tak więc mieliśmy cały kolejny dzień na realizację celu nr 2. :-)

Fakt, że mieliśmy na wycieczkę cały dzień zdemotywował nas co nieco i postanowiliśmy odespać trochę wczorajszą podróż. Pogoda z rana nie wyglądała najgorzej chociaż prognozy zapowiadały opady na popołudnie.
Nie zrażaliśmy się jednak na zapas i ciesząc się w wyobraźni pięknymi widokami na fiord wskoczyliśmy na Prosiaka. Szlak prowadzący na Kjerag rozpoczyna się przy restauracji na szczycie drogi do fiordu, będziemy mieć więc okazję zaliczyć atrakcję z punktu pierwszego jeszcze dwa razy. Najpierw trzeba wspiąć się do góry, a potem znowu wrócić. Chyba jeszcze żadnej drogi z listy tras z adrenaliną nie będę miał tak utrwalonej. ;-) Tak jak jednak wcześniej napisałem, w tej części relacji za dużo jazdy nie ma więc po 10 km winkli stawiamy Prosiaka na parkingu, zmieniamy motocyklowe ciuchy na coś bardziej nadającego się na górskie wycieczki i rozpoczynamy wspinaczkę.
Obrazek
Obrazek

Szlak na Kjerag może nie jest za długi, ale prowadzi przez trzy poważne wzniesienia. Trzeba liczyć, że wycieczka zajmie ok. 5-6 godzin (tam i z powrotem), bo na każdą górę trzeba się najpierw wdrapać, żeby potem znowu złazić - nie wiem, kto tak wymyślił te góry, przecież to zupełnie bez sensu jest. ;-) :lol:
W każdym razie, póki co byliśmy zdeterminowani i nawet porywisty wiatr, który objawił się nam na szczycie pierwszego przewyższenia nas nie zniechęcał. Niestety po zejściu z góry zaczęło padać i zaczęliśmy zastanawiać się czy warto brnąć dalej. Póki co wiatrówki dzielnie chroniły nas przed wiatrem, ale nie było szans żeby przetrzymały większy deszcz. Wierzyliśmy jednak naiwnie, że wiatr który nagle przywiał te deszczowe chmury równie szybko je przegoni. Postanowiliśmy więc iść dalej.
Obrazek
Obrazek

Niestety, zamiast się poprawiać robiło się coraz gorzej. Zaczęło naprawdę ostro padać, a wiatr wiał z taką siłą, ze niemalże wbijał krople deszczu w skórę. Nie wspominając o ubraniu - pół godziny przed szczytem byliśmy tak mokrzy, jak chyba jeszcze nigdy. Efekt byłby taki jakbym wskoczył do fiordu - we wszystkich ciuchach, łącznie z butami. Może temperatura powietrza nie była zbyt niska (chociaż skąd ten śnieg na szlaku?) ale ten porywisty wiatr tak wychładzał, że człowiek tracił chęć do jakiejkolwiek aktywności. Jeszcze nigdy nie byłem tak zmarznięty, nawet w zimie, a przecież mieliśmy środek lata? Do tego przed samym szczytem, pogubiliśmy trochę drogę i nie trafiliśmy na szlak w kierunku klifu - byliśmy niby na górze, ale nie umieliśmy znaleźć drogi do słynnego zaklinowanego głazu. Z jednej strony rozsądek podpowiadał, że trzeba temu dać spokój i najwyższa pora wracać, a z drugiej strony świadomość, że drugiej szansy nie będzie ciągnęła nas do przodu. Na szczęście w ostatniej chwili Monika wypatrzyła ścieżkę w kierunku klifu i rzutem na taśmę udało się zobaczyć to po co tu przyszliśmy. Chociaż zobaczyć, to trochę za duże słowo, bo nie było czasu na podziwianie podobno pięknych widoków fiordu z klifu. Chmury, deszcz i porywisty wiatr nawet nie pozwoliły zrobić przyzwoitej pamiątkowej fotki na zaklinowanym głazie. Było mokro i tak wiało, że nie odważyłem się stanąć na tym zaklinowanym nad przepaścią głazie w obawie że mnie zwieje. A miałem przecież na nim poskakać, żeby sprawdzić czy się dobrze trzyma. ;-)
Obrazek

Teraz już z tego żartuję, ale wtedy na górze zupełnie nie było mi do śmiechu. Zdjęcia tego nie oddają, ale było naprawdę niefajnie i chcieliśmy jak najszybciej zejść na dół. Trochę więcej widać na filmiku, który udało się Monice zarejestrować pokazującym jakiegoś szaleńca wskakującego na kamień na trzy sekundy i uciekającego przed deszczem. Przy okazji :bravo: dla mojej żonci - jestem pełen podziwu, że nie dość że dała się tam wyciągnąć to jeszcze mimo tych koszmarnych warunków wytrzymała ze mną do samego końca. Najgorzej, że przed nami były jeszcze jakieś dwie, trzy godziny zejścia do parkingu na którym czekał na nas Prosiak i suche motocyklowe ciuchy. Oczywiście nie było sensu ubierać motocyklowych ubrań na to co mieliśmy na sobie - trzeba było jeszcze zahaczyć o restauracyjną toaletę, zrzucić z siebie wszystko i co nieco się przetrzeć papierowym ręcznikiem i na golsa wskoczyć w motocyklowe łaszki. Teraz pozostało tylko po raz trzeci zaliczyć krętą drogę na dół - zdecydowanie najciekawsze doznanie jak dotąd - w ulewnym deszczu, przemarznięci i bez majtek - tego jeszcze nie przerabialiśmy. :lol:

Najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że nie wracamy tym razem do ciepłego domku tylko pod namiot i nie będzie nam dane szybko się ogrzać i wysuszyć. A jak się później okazało, mokre mieliśmy nie tylko to co na sobie ale również to co w plecaku. Moja wina, bo zamiast wrzucić wszystko do foliowego worka, który miałem przy sobie wierzyłem że plecak jakoś wytrzyma. W efekcie z portfela wylewałem wodę - kartom i dokumentom nic nie zaszkodziło ale Euro, duńskie i norweskie korony musieliśmy rozłożyć w namiocie z nadzieją, że co nieco przeschną i będą się jeszcze nadawały do użytku. Można powiedzieć, że tym razem spaliśmy na pieniądzach. ;-)
Niestety, deszcz nie dawał za wygraną i cały wieczór i noc padało. Rano też jeszcze kropiło więc trzeba było zwijać mokry namiot i kombinować jak poupychać bagaże żeby kompletnie przemoczone ciuchy i buty zmieściły się razem z tym co jeszcze pozostało suche. Byliśmy zdecydowanie przygnębieni - po pierwszym słonecznym dniu nie zostały nawet wspomnienia, a my zastanawialiśmy co nam odbiło żeby wybrać się do Norwegii zamiast na słoneczne plaże Chorwacji. W tym momencie niewiele brakowało żebyśmy zawinęli ogony i skierowali się w kierunku domu. Na szczęście duma i wrodzony upór nie pozwolił nam na taki ruch. Poza tym Monika poprzedniego dnia wieczorem dowiedziała się po fakcie, że kręta droga z Lysebotn na górę jest na topie listy "dróg z adrenaliną" i jest jedną z najtrudniejszych dróg Norwegii - dobrze, że nie wiedziała tego wczoraj jak zjeżdżaliśmy na mokro po zejściu ze szlaku, bo pewnie musiałbym sprowadzić motor zamiast jechać. Tak więc opcja powrotu na górę odpada, a poza tym przecież nie wypada zmarnować 240 NOK wydanych na poranną przejażdżkę promem po pięknym "świetlistym" fiordzie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Lysefjorden jest podobno nazywany jasnym albo świetlistym ze względu na piękną grę świateł na jego skalnych ścianach. Nam niestety pozostało podziwiać jego bardziej ponury wizerunek, chociaż im bliżej Forsand do którego zmierzaliśmy, tym pogoda wydawała się być lepsza. Cały fiord ma ok. 40 km, a trasa promu pewnie trochę mniej więc dość szybko byliśmy na drugim końcu. Pozostało zatankować Prosiaka i przewietrzyć go trochę - do kolejnego punktu nie mieliśmy zbyt daleko. Od przystani tylko ok. 15 kilometrów dzieliło nas od kempingu Preikestolen na którym mieliśmy się zatrzymać. Oczywiście cały czas zastanawialiśmy się czy kolejna próba wyjścia w góry ma jakikolwiek sens, zwłaszcza że wszystkie ciuchy które nadawały się na taką wycieczkę były kompletnie mokre. Czując jednak niedosyt po poprzednim dniu postanowiliśmy dać sobie i Norwegii jeszcze jedną szansę. Jedziemy na kemping, a potem się zobaczy.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zanim dojechaliśmy na kemping zza chmur wyjrzało słońce. Norwegia chyba chciała się zrehabilitować i pokazać nam swoje lepsze oblicze. Przed południem, jak zaczynaliśmy rozwijać przemoczony majdan świeciło już tak mocno że goniłem w samych spodenkach. W przeciągu godziny nasze górskie ciuszki prawie nadawały się do noszenia, buty potrzebują więcej czasu ale na szczęście mamy rezerwę. Trasa z tego co wiemy nie jest zbyt skalista więc damy radę w tenisówkach. Nie ma co zwlekać - ruszamy bo kolejnej szansy nie będzie. ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Trasa na Preikestolen nie jest może przesadnie wymagająca, bo idzie się prawie cały czas po równych kamieniach, ale w razie deszczu może też być nieciekawie. Na niektórych odcinkach jest jeszcze wilgotno i można się przejechać, tak więc nie polecam wycieczek w japonkach. Trasa w górę zajęła nam ok. dwóch godzin i tak jest chyba kalkulowana w przewodnikach. Widoki po drodze są piękne, jedynie co mnie osobiście przeszkadzało to te tłumy turystów - momentami czułem się jak na drodze do Morskiego Oka. Niestety, innej drogi nie ma więc trzeba zacisnąć zęby i iść dalej. Dwie godzinki w tłumie da się jakoś wytrzymać, zwłaszcza kiedy na górze można spokojnie usiąść i odpocząć kontemplując widoki. ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Posiedzieli, pooglądali, trzeba jednak wracać. Nie, oczywiście nie do domu chociaż jeszcze rano o tym poważnie myśleliśmy. Pomimo tych kaprysów pogody Norwegia coś w sobie ma - nie pozostaje nic innego jak bliżej się temu przyjrzeć.

Tyle fotek na dzisiaj, więcej tradycyjnie w galerii.
cdn..
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Maruda
Posty: 1234
Rejestracja: 22 września 2013, 23:00
Motocykl: Czarny :)
Lokalizacja: Częstochowa/Kamyk
Wiek: 30
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Maruda » 01 lutego 2016, 12:25

Świetnie się to czyta Dareczku, co już miałem okazję Ci powiedzieć... ;) Nie dość że wytrwali z Was jeźdźcy i piechurzy to i znamienici pisarze i fotografowie... ;) Przyznam szczerze Norwegia piękna jestem pod ogromnym wrażeniem... Dołączam do ekipy śledzącej dzieje Waszej wyprawy i z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony... ;) :bravo:
...żyj tak jakby jutra miało nie być...

Awatar użytkownika
Jerzyk
Posty: 814
Rejestracja: 16 września 2009, 20:58
Motocykl: XV750w sercu,VTX1300
Lokalizacja: Częstochowa
Wiek: 42
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: Jerzyk » 03 lutego 2016, 14:22

Maruda pisze:Świetnie się to czyta Dareczku, co już miałem okazję Ci powiedzieć... ;) Nie dość że wytrwali z Was jeźdźcy i piechurzy to i znamienici pisarze i fotografowie... ;) Przyznam szczerze Norwegia piękna jestem pod ogromnym wrażeniem... Dołączam do ekipy śledzącej dzieje Waszej wyprawy i z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony... ;) :bravo:


Marcin, tu nie ma co śledzić, tylko się w ciemno wprosić na kolejny wyjazd z Moniką i Darkiem. Kiedykolwiek i gdziekolwiek :mrgreen:
Trasa zawsze dobrze zaplanowana, fotki jak z albumu World Press Photo, a i relacja po fakcie jak w przewodniku Reader's Digest :wink: :bravo:

Ich towarzystwo? Bezcenne!
Strach to tylko myśl

Awatar użytkownika
MONIKA.S
Posty: 632
Rejestracja: 23 września 2009, 21:14
Motocykl: XV 750 DARKA.S
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: A fiordy z ręki nam jadły - Norwegia 2015

Postautor: MONIKA.S » 03 lutego 2016, 20:14

Jerzyk pisze:
Maruda pisze:Świetnie się to czyta Dareczku, co już miałem okazję Ci powiedzieć... ;) Nie dość że wytrwali z Was jeźdźcy i piechurzy to i znamienici pisarze i fotografowie... ;) Przyznam szczerze Norwegia piękna jestem pod ogromnym wrażeniem... Dołączam do ekipy śledzącej dzieje Waszej wyprawy i z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony... ;) :bravo:


Marcin, tu nie ma co śledzić, tylko się w ciemno wprosić na kolejny wyjazd z Moniką i Darkiem. Kiedykolwiek i gdziekolwiek :mrgreen:
Trasa zawsze dobrze zaplanowana, fotki jak z albumu World Press Photo, a i relacja po fakcie jak w przewodniku Reader's Digest :wink: :bravo:

Ich towarzystwo? Bezcenne!


Kurczę Jerzyk aż nie wiem co napisać :oops: tak nam posłodziłeś że brak mi słów :hug:
Bardzo dziękujemy Tobie i Wszystkim pozostałym czytelnikom za miłe słowa i cieszymy się że chce Wam się czytać to co Darek pisze i relacjonuje. Dziękuje również za słowa uznania jeżeli chodzi o stronę fotograficzną naszej relacji :uklon:
W zasadzie robimy to po to aby przybliżyć Wam jak to wszystko wygląda "od kuchni" bo wiem że takie relacje pomagają niejednokrotnie podjąć decyzje gdzie jechać i co zobaczyć, ile to kosztuje itp.
Przyznam szczerze odkąd Darek kupił swoją Virażkę :chopper: i zaczęliśmy wakacje na moto, to teraz nie wyobrażam sobie innego sposobu na wypoczynek.
Najbardziej uwielbiam moment kiedy zbliża się lato, pojawia się pytanie: "co w tym roku strzeli nam do łba" :mrgreen:
W zasadzie plany rodzą się na miesiąc przed wyjazdem, w przypadku Norwegii dosłownie parę dni przed wyjazdem zarezerwowaliśmy prom, więc jak już kupiliśmy bilety to trzeba było jechać, ale generalnie jakiegoś sprecyzowanego planu nie było, po prostu jedziemy przed siebie :)
Nie planujemy nigdy do przodu, bo wiadomo że różne rzeczy mogą się przydarzyć po drodze. W tym roku też nieśmiało myślimy o Skandynawii, bo przyznam szczerze Norwegia nas cholernie urzekła. Generalnie rodzi się mała wizja wyjazdu 3 tygodniowego, tylko właśnie ja do końca nie wiem co z urlopem i dlatego do przodu planować nie możemy. Darek pod kątem urlopu jest bardziej elastyczny. Jednak jeżeli ktoś chciałby się z nami wybrać i uważa że z nami wytrzyma :twisted: 2-3 tygodnie w naszym towarzystwie - to SERDECZNIE ZAPRASZAMY :)

P.S. Pewnie pojedziemy na Prosiaku, więc przelotowa 180 km/h (powyżej zwykle odcinam Darkowi dopływ paliwa) :lol2:
I prefer the sign: "No entry", to the one that says: "No exit".
— Stanisław Jerzy Lec (1909-1966)


Wróć do „Turystyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość