Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Ciekawe miejsca, propozycje wycieczek, co warto zobaczyc? Tematy związane z turystyką motocyklową
Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 20 stycznia 2015, 22:08

Trochę się zastanawiałem czy wypada mi tu jeszcze pisać. Tradycyjnie co roku po urlopie chwaliłem (się) w tym dziale Virago w roli doskonałego motocykla turystycznego. Niestety, w zeszłym roku za namową złej siły, którą wiecznie bolała pupa, zdradziłem i przesiadłem się na turystyczny odkurzacz, Prosiakiem zwany. Uprzedzając pytania: Prosiak bo jest ciężki, ma tłusty brzuszek i wiecznie uwalony komarami ryjek. ;)

Pisząc trochę poważniej, zmiana wynikła głównie z chęci wybrania się gdzieś dalej w trasę co niestety wiąże się ze znaczną liczbą kilometrów robionych autostradami i drogami szybkiego ruchu. O ile zdarzyło nam się zrobić autostradowe 1000 km w jeden dzień na Virago, to trzeba uczciwie napisać, że nie należy to do przyjemności. Serce też trochę boli jak trzeba bez większego odpoczynku gonić cały dzień obładowaną do granic możliwości Viróweczke z prędkościami autostradowymi.
Tak więc w 2014 ujeżdżaliśmy Hondę ST1300, która do takich tras jest zdecydowanie lepiej przygotowana. Tak na szybko porównując Prosiaka do Virago:
+ zbiornik 29 litrów pozwala zrobić ok. 450km miedzy tankowaniami (Virago 160-200km)
+ spalanie 5,5-6l/100km - trochę się bałem że Prosiak swoje wypije ale okazuje się że nawet na niemieckich autostradach nie brał więcej niż 6 litrów
+ prędkości przelotowe - moto płynie tak, że nawet przy 160km/h żoncia nie odcina dopływu paliwa co na Virago następowało już w okolicach 120 km/h
+ ochrona przed deszczem - właściwie na trasie można zapomnieć o przeciwdeszczówce, jakby nie lało to jadąc powyżej 60km/h kierowca i pasażer deszczu nie czują
+ ładowność i zawieszenie - nawet na dziurawych drogach zawieszenie nie dobija, zawieszenie zapakowanej na 2 osoby Virówki niestety z biedą wyrabia na równych asfaltach
+ wygoda pasażera - to było najważniejsze dla Moniki, w końcu ma tyle miejsca że może się wiercić ile du..a zapragnie ;)
+ przestrzeń bagażowa - graty na 2 tygodnie pod namiotem (namiot+karimaty+śpiwory+kuchnia_ciuchy+..) mieszczą się bez problemu w kufrach - na Virago karimaty i śpiwory mieliśmy zawsze przypięte na zewnątrz jak na załączonych obrazkach :)

Zapakowana Virago: Obrazek

Zapakowany Prosiak:
Obrazek

Żeby nie było za wesoło to jest też trochę wad:
- waga - 330km przy moim niedużym wzroście to jest dużo, trzeba się mocno napocić przy parkingowych manewrach na wstecznym i zdecydowanie bardziej myśleć wybierając miejsce parkingowe
- mały prześwit - o ile Virago nie była już motocyklem enduro, to w ST jest jeszcze gorzej i przed każdą większą dziurą zastanawiam się czy nie zostawię w niej dołu owiewki
- jazda miejska, korki - ciężko się prowadzi tak mocną, szeroką i ciężką maszynę między samochodami. Przeciskanie się w korkach i ślimacza jazda zdecydowanie łatwiejsze są na Virago
- tzw. "wow factor" - plastik nawet tak duży jak Prosiak zdecydowanie słabiej przyciąga spojrzenia postronnych - Viróweczka ma swój urok i nie raz dzięki niej właśnie mieliśmy okazję pogadać z miejscowymi czy innymi turystami

Wracając do tegorocznej wycieczki, to jej zalążek wykluł się już w zeszłym roku. Po ostatniej poniewierce na Virago (http://www.virago.com.pl/viewtopic.php?f=5&t=23922) zachciało nam się luksusów i zaczęliśmy wyobrażać sobie błogie lenistwo na Lazurowym Wybrzeżu. Szczęśliwie na miesiąc przed urlopem udało się kupić Hondę więc plan leniwych i wygodne wakacji mógł się rozwijać. Prawdę mówiąc trochę zastanawialiśmy się czy miesiąc jazd testowych po okolicy to wystarczający sprawdzian dla ST przed dłuższą wyprawą ale jak to się mówi kto nie ryzykuje ten szampana we Francji nie pije. ;) Tak więc dwa dni po odbiorze twardego dowodu osobistego Prosiak stał gotowy do swojej pierwszej trasy w naszym towarzystwie.
Z tą gotowością nie było z resztą tak łatwo. Pomimo doświadczeń z lat ubiegłych żoncia rozochocona przestrzenią bagażową postanowiła poszerzyć co nieco asortyment garderoby - jakby nie patrzyć jedziemy przecież do Francji, a tam nie wypada się nie pokazać. ;) Niestety po długich próbach wkomponowania gratów do kufrów i kilku bataliach o "niezbędne" ciuszki w nocy o godz. 1:00 poddałem się i stwierdziłem, że nigdzie rano nie jedziemy bo się nie spakujemy. Ponieważ przed drogą wypadało się chociaż trochę wyspać, to problem pakowania tradycyjnie został odłożony na poranek. Rano oczywiście trzeba było się śpieszyć więc już nie było czasu na dyskusje - parę gratów musiało pozostać w domu i w końcu udało się spakować jak widać na załączonym powyżej zdjęciu. Pozostaje tylko wrzucić w mapnik plan podróży....

Zaraz, zaraz. Jaki plan podróży? :? :lol: Jak zwykle zbyt szczegółowego planu nie ma - start: Ruda Śląska, meta: Lazurowe Wybrzeże. Kilka dni wcześniej puszczali w TV "Żandarma z Saint Tropez" więc dlaczego nie - jedziemy do Saint Tropez. :D
Żeby nie cyganić za bardzo to przyznam się że jakieś tam nieśmiałe przymiarki do tego co po drodze zobaczymy były. Na przykład Monachium, które mnie zdarzyło się wcześniej oglądać i obiecałem Monice, że kiedyś się wybierzemy tam razem. Tak się złożyło że akurat jest po drodze - nawet upatrzyłem sobie kamping w dogodnej lokalizacji. Tyle, że jakiś czas przed wyjazdem zdradziłem te plany na naszym czacie i Tomek wielkim wodzem Winnetou tutaj zwany zaoferował nam gościnę u siebie w Augsburgu. Z chęcią skorzystaliśmy z zaproszenia i tym samym pierwszy punkt trasy mieliśmy ustalony. A z Bawarii to już tylko rzut kamieniem na Lazurowe Wybrzeże i o dziwo, jak powszechnie wiadomo najkrótsza droga wiedzie przez Alpy. Spodziewalibyście się? ;) :lol:
Pewnie Ci, którzy czytali poprzednie moje wypociny nie są zaskoczeni - nie ma mocnych, żebyśmy odpuścili okazję zrobienia paru zakrętów po górkach. Tym razem chodziła mi po głowie (Droga Wielkich Alp)- prawie 700 kilometrowy szlak górski zaczynający się nad jeziorem Genewskim i kończący na wybrzeżu morza Liguryjskiego. Uprzedzając fakty, po drodze były też inne atrakcje więc nasza urlopowa pętelka ostatecznie wyglądała mniej więcej tak:

Obrazek

Ponieważ, nie uda mi się wszystkiego opisać od razu (to i tak cud że się za to zabrałem), to postaram się wrzucać tradycyjnie relację partiami. O ile oczywiście będzie to ktoś czytał ;)
Póki co, tak na szybko podsumowanie trasy którą udało nam się zrobić, tak żebyście wiedzieli czy warto tu zaglądać i dalej czytać:
1) A->B: Ruda Śląska -> Augsburg - trasa nudna, ale na miejscu fajnie ;)
2) B->C: Augsburg ->Andermat (Szwajcaria)
3) C->D: Andermatt->Thonon-les-Bains - w Szwajcari jak zwykle lało więc trzeba było uciekać
4) D->G: Droga Wielkich Alp - z Thonon-les-Bains do Mentony, po drodze dziwnym zbiegiem Chamonix? :)
5) H: Saint Tropez - Żandarma nie stwierdzono
6) I: Piza - wieża jakaś krzywa
7) J: Villah - przerwa na zimne piwko
8) K: K jak koniec :(

Tyle planu, mam nadzieję że wytrwam w postanowieniu i jak już zacząłem to uda mi się dokończyć. Z resztą muszę, bo Monika nie pozwala mi planować nowego urlopu bez rozliczenia się z zeszłorocznej kilometrówki. ;)
Miłej lektury, cdn.
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Celina
Posty: 707
Rejestracja: 30 września 2011, 00:58
Motocykl: XV 535 '99
Lokalizacja: Warszawa/ Białystok
Wiek: 31
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Celina » 21 stycznia 2015, 08:11

Żeście się rozhulali!
;)
Kasia.

"I ja mam chwile filozoficznej zadumy. Staję sobie na moście nad Wisłą,
od czasu do czasu spluwam na fale i myślę przy tym: Panta rei." /Lec

Awatar użytkownika
jaroga
Posty: 961
Rejestracja: 12 września 2007, 11:35
Motocykl: XX 1100
Lokalizacja: Piertanie
Wiek: 43
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: jaroga » 21 stycznia 2015, 13:01

:bravo: czytaczy Ci nie zabraknie :nazdrowie:
Monogamia to jakieś dziwne hobby ... :P

Obrazek

Awatar użytkownika
Blunio
Posty: 5499
Rejestracja: 11 marca 2008, 10:21
Motocykl: Suzuki V-strom DL650
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Wiek: 66
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Blunio » 21 stycznia 2015, 13:54

My (to znaczy Ja ze swoją Małżowiną) robiliśmy podobną traskę, tylko puszką. Z Wenecji polecieliśmy do Rimini i San Marino i po noclegu postanowiliśmy do Pizy (co to ta krzywa wieża). Drogę wyznaczyliśmy na jakieś Firenze. Dopiero na miejscy zorientowaliśmy się że to FLORENCJA ! NO CÓŻ, JEDEN DZIEŃ ZESZEDŁ NA ZWIEDZANIU FLORENCJI. Takie uroki spontanicznego, czyli bezplanowego zwiedzania :bravo:
Nadzieja to ogień. To ogień, który chce płonąć nawet wtedy, gdy jest gaszony. Nadzieja to nieodparte dążenie, by odnajdywać sens w bezsensie i odkrywać prawdę w zamęcie kłamstw.
Samochód z Niemiec a kobieta z Polski - nigdy odwrotnie!!!

Awatar użytkownika
laski 118
Posty: 474
Rejestracja: 29 marca 2012, 22:33
Motocykl: yamaha xv 920 1982
Lokalizacja: Islandia
Wiek: 41
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: laski 118 » 21 stycznia 2015, 23:03

No ten co ryba nie przywiózł ładnie piszesz ładnie czekamy na resztę czekamy :kawa:
DLA CHŁOPCÓW Z FERAJNY
Laski 118 Malkontent

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 23 stycznia 2015, 19:51

W końcu nadszedł pierwszy, długo oczekiwany dzień urlopu - pogoda OK, droga czeka więc nie ma co czekać i pora ruszać. Oczywiście wcześniej jeszcze trzeba upchnąć w kufrach bagaże, czego się nie udało dokonać poprzedniej nocy. Nie ma lekko, kufry są duże ale plastikowe i mało rozciągliwe. Skórzane sakwy Virago były zdecydowanie bardziej elastyczne i podatne na upychanie drobnych gratów gdzieś w wolnych miejscach po bokach. W każdym razie operacja zakończyła się sukcesem i ok. 9:30 możemy startować.

Mapki nie wklejam, bo trasa na dzisiaj jest raczej prosta i nudna jak drut - nocleg mamy ustawiony w Augsburgu więc przed nami 900 km właściwie cały czas autostradami. To będzie pierwszy długodystansowy test Prosiaka - testujemy ile pali, czy się nie męczy i jak szybko może. ;) Pierwsze odczucia są jak najbardziej pozytywne - motocykl płynie autostradą, silnik pracuje wyjątkowo cicho, z przodu nie wieje nic ale po raz pierwszy czuję wiatr na plecach. Na Virago (bez szyby) tego nie było, cały wiatr brało się na klatę ale po plecach nie dmuchało. Na ST strumień powietrza zawija się jakoś nad głową kierowcy i szaleje między nim a pasażerem. Nie jest to jakoś szczególnie uciążliwe ale jadąc w krótszej kurtce pewnie musiałbym pomyśleć o pasie nerkowym, którego do tej pory nie musiałem używać.

Chociaż odczucia pasażera powinna właściwie opisać Monika ale tak na szybko: jest wygodnie, miejsca w porównaniu do Virago mnóstwo, luksusowe oparcie i cisza - doskonałe warunki do spania, co było praktycznie przetestowane. :) Niestety ze względu na dużo wolnego miejsca pomiędzy pasażerem, a kierowcą przy hamowaniu albo przy ostrzejszym zakręcie trudno kontrolować śpiącego pasażera. Na Virago można go było przycisnąć do oparcia , a tutaj niestety pasażer leci ostro do przodu i nie jest to zbyt komfortowa sytuacja. Wygląda na to, że aby kontrolować i budzić co jakiś czas żoncię będę musiał w końcu zainwestować w interkom. Chyba nie ma wyjścia, chociaż jak dotąd broniłem się przed tym jak mogłem, bo w końcu tylko na moto miał człowiek trochę spokoju i ciszy. ;)
Z punktu widzenia kierowcy motocykl jest wygodny i super się prowadzi ale bezpośrednio po przesiadce z Virago do kilku rzeczy trzeba się przyzwyczaić:
- trochę bardziej pochylona pozycja za kierownicą na początku męczy dopóki człowiek nie nauczy się nie ściskać kurczowo kierownicy i nie opierać na niej za mocno. Podobno można wyraźnie poprawić komfort za pomocą akcesoryjnego risera kierownicy - chwalą sobie nawet wyższe ode mnie osoby więc pewnie coś w tym jest. Dodatkowo poprawia to widoczność w lusterkach...
- ... które są pod kierownicą i na początku dziwnie się z nich korzysta. Po jakimś czasie można przywyknąć, a widoczność jest całkiem niezła chociaż widoczne w nich końcówki kierownicy trochę przeszkadzają.
- podnóżki - Virago pozwala na trochę gimnastyki, można zmienić pozycję nóg na podnóżkach czy skorzystać ze spacerówek podczas gdy na Prosiaku właściwie cały czas siedzi się w tej same pozycji i na początku nogi trochę cierpną.
- szyba - na Virago jeździłem bez i na początku drażniła mnie wyjątkowo ta krawędź szyby gdzieś w zasięgu wzroku. Dodatkowo Monika skarżyła się że szyba wchodzi jej w kadr i psuje fotki :)
Oczywiście do wszystkiego szybko można się przyzwyczaić i podsumowując tę nieplanowaną recenzję trzeba powiedzieć, że ST1300 daje radę i nadaje się do jazdy prawie tak dobrze jak Virago. ;)

Wracając do trasy - wystartowaliśmy przed 10:00, a około 20:00 byliśmy na miejscu. Po drodze kilka przerw: kawka na Górze Świętej Anny, tankowanie i małe co nieco przed niemiecką granicą, a potem kolejne tankowanie i kawka z ciachem gdzieś w okolicach Norymbergi. Potem został już tylko rzut kamieniem do Augsburga gdzie czekał na nas Tomek. Zanim jednak do niego trafiliśmy zafundowaliśmy sobie ekstra rundkę po okolicy, bo przegapiłem odpowiedni zjazd i trochę pobłądziliśmy. Chociaż nie jestem zwolennikiem nawigacji i jakiś czas temu pozbyłem się jej z kierownicy to w tym przypadku pewnie oszczędziłaby nam trochę czasu. Ostatecznie trzeba było schować dumę nieomylnego nawigatora do kieszeni, wyciągnąć z niej telefon i zapytać wujka Googla o drogę, który doprowadził nas w końcu do celu.

W tym miejscu musimy gorąco podziękować Winnetou za nocleg, gościnę i usługi przewodnika. Nie ma jak po całym dniu w siodle wprosić się na gorącą kolację przy grillu i zimne piwko. Mamy nadzieję, że będzie kiedyś okazja się zrewanżować na naszym podwórku. :)
Ponieważ miała być fotorelacja, a na razie tylko "gadanie", to poniżej wstawiam kilka fotek z wycieczki po Augsburgu prowadzonej przez naszego indiańskiego przewodnika ;)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Żeby nie zawracać głowy Tomkowi przez całą niedzielę, po południu postanowiliśmy się wybrać połazić po Monachium, bo w końcu po to tu przyjechaliśmy. Po drodze zgodnie z sugestią naszego przewodnika zahaczyliśmy jeszcze o obóz koncentracyjny w Dachau. Wstęp do obozu jest bezpłatny, a większość ekspozycji to tablice opisujące historię obozu i przetrzymywanych w nim więźniów. Obóz nie jest może tak przygnębiający jak Oświęcim, ale również robi wrażenie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Obóz zajmuje spory obszar i żeby wszystko pooglądać potrzeba sporo czasu, co niestety pokrzyżowało nam plany spokojnego spaceru po Monachium. Dodatkowo trochę musieliśmy pokrążyć po mieście zanim udało się znaleźć miejsce do parkowania w okolicach centrum i właściwie musieliśmy się ograniczyć do spaceru główną ulicą starówki, zrobić kilka fotek w okolicach ratusza.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Będąc kilka lat temu w Monachium odkryliśmy fajną knajpkę z "dietetycznym" bawarskim jedzeniem i klimatem i oczywiście tym razem nie mogłem tam nie zajrzeć żeby sprawdzić czy smakowite wieprzowe goloneczki dalej się kręcą na jakże apetycznej karuzeli. ;)

Obrazek
Obrazek

Przekąsiwszy co nieco, mogliśmy wracać do Augsburga. Oczywiście tradycyjnie trochę się przeliczyliśmy z czasem i wracaliśmy po ciemku zaliczając po drodze małą ulewę. Jak się później okazało deszcz, będzie nam dość często towarzyszył podczas tego urlopu i powinniśmy się cieszyć że śmigamy na Prosiaku, a nie na Virago bo nie nadążylibyśmy z suszeniem ciuchów. W każdym razie pierwszy punkt trasy mamy zaliczony - w poniedziałek rano żegnamy się z Tomkiem, na którego czekają przyziemne obowiązki codziennego roboczego dnia, podczas gdy my możemy ruszyć dalej. Drogą romantyczną przez austriackie Alpy w kierunku Szwajcarii...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Maćko » 23 stycznia 2015, 20:39

DAREK.S pisze: Niestety ze względu na dużo wolnego miejsca pomiędzy pasażerem, a kierowcą przy hamowaniu albo przy ostrzejszym zakręcie trudno kontrolować śpiącego pasażera. Na Virago można go było przycisnąć do oparcia , a tutaj niestety pasażer leci ostro do przodu i nie jest to zbyt komfortowa sytuacja.


To w Prosiaku nie ma pasów ?:wink:
Wyczekaliście nas trochę z ta relacją.
Czekamy na ciąg dalszy.
Super. :bravo:

Awatar użytkownika
Blunio
Posty: 5499
Rejestracja: 11 marca 2008, 10:21
Motocykl: Suzuki V-strom DL650
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Wiek: 66
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Blunio » 24 stycznia 2015, 04:47

DAREK.S pisze:tylko na moto miał człowiek trochę spokoju i ciszy
W pełni się zgadzam :roll:
DAREK.S pisze:ST1300 daje radę i nadaje się do jazdy prawie tak dobrze jak Virago
Z naciskiem na PRAWIE :bikersmile:
BTW Augsburg bardzo przypomina mi Elbląg, oczywiście sprzed wizyty w nim bohaterskiej Armii Czerwonej. Ale pewne elementy są bardzo podobne.
Dzięki za relację i z niecierpliwością oczekuję dalszego ciągu :motorcycle:
Nadzieja to ogień. To ogień, który chce płonąć nawet wtedy, gdy jest gaszony. Nadzieja to nieodparte dążenie, by odnajdywać sens w bezsensie i odkrywać prawdę w zamęcie kłamstw.
Samochód z Niemiec a kobieta z Polski - nigdy odwrotnie!!!

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 24 stycznia 2015, 10:44

laski 118 pisze:No ten co ryba nie przywiózł ładnie piszesz ładnie czekamy na resztę czekamy :kawa:

Hehe, no nie wiem. Z lazurowego też w końcu nie przywiozłem ;-) :lol:

Maćko pisze:To w Prosiaku nie ma pasów ?:wink:
Wyczekaliście nas trochę z ta relacją.
Czekamy na ciąg dalszy.
Super. :bravo:

Cholerka w moim pasów nie ma. Poskąpiłem na dodatkowe wyposażenie i teraz są problemy ;-)
Relacja się spóźniła bo prawdę mówiąc sam dopiero po świętach obejrzałem wszystkie zdjęcia. Rozmażyliśmy się w wolnym czasie trochę na temat byłych i przyszłych wojaży i Moniśka namówiła mnie w końcu na napisanie tej relacji.
Gdybym wiedział, że wierni czytelnicy na nią tak czekają to zabrałbym się za to trochę wcześniej. ;-) :rock:

Blunio pisze:
DAREK.S pisze:tylko na moto miał człowiek trochę spokoju i ciszy
W pełni się zgadzam :roll:

Blunio dzięki za wsparcie. :-) Mam obawy że w tym roku też mnie nie będzie stać na ten interkom. ;-)
Augsburg rzeczywiście jest bardzo ładny i szkoda że podczas takich długich wojaży zawsze brakuje czasu na spokojne poznawanie wszystkich atrakcji miejsc przez które się przejeżdża.
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Winnetou
Posty: 3710
Rejestracja: 15 maja 2008, 22:01
Motocykl: niemiecki
Lokalizacja: Augsburg(Bawaria)
Wiek: 51
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Winnetou » 24 stycznia 2015, 12:24

DAREK.S pisze:Augsburg rzeczywiście jest bardzo ładny

Cos o tym wiem... :mrgreen:
Jedni umieją drudzy"umią"...

"Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie popyt na święty spokój"

Awatar użytkownika
Blunio
Posty: 5499
Rejestracja: 11 marca 2008, 10:21
Motocykl: Suzuki V-strom DL650
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Wiek: 66
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Blunio » 24 stycznia 2015, 15:18

DAREK.S pisze:w tym roku też mnie nie będzie stać na ten interkom
I tej wersji będziemy się trzymać :mrgreen:
Moniśka namówiła mnie w końcu na napisanie tej relacji.
Bardzo słuszna decyzja :uklon:

Augsburg rzeczywiście jest bardzo ładny i szkoda że podczas takich długich wojaży zawsze brakuje czasu na spokojne poznawanie wszystkich atrakcji miejsc przez które się przejeżdża
Kto wie, kto wie ... może w tym roku zawitam w tamte strony. Na razie zbieram siły i pieniądze, bo może dojdzie do skutku wyprawa do L :chopper:
Nadzieja to ogień. To ogień, który chce płonąć nawet wtedy, gdy jest gaszony. Nadzieja to nieodparte dążenie, by odnajdywać sens w bezsensie i odkrywać prawdę w zamęcie kłamstw.
Samochód z Niemiec a kobieta z Polski - nigdy odwrotnie!!!

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 29 stycznia 2015, 23:00

Dzień 3: W kierunku Szwajcarii
Mapka na dzień dzisiejszy:
Obrazek
http://binged.it/1yHtEw7

Tak się składa, że przez Augsburg wiedzie tzw. trasa romantyczna prowadząca przez wiele starych miasteczek i zamków. Trasa zaczyna się w Würzburgu więc my zaliczymy tylko jej kawałek. Nie mamy też czasu na zwiedzanie więc ograniczymy się do pooglądania widoków z siodła. Trasa jest bardzo przyjemna bo ruch trafił nam się niewielki, widoczki cieszą oko, a przydrożne "gasthofy" zapraszają na kawę.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Najciekawszym punktem trasy miał być zbudowany na wysokiej skale "disnejowski" zamek Neuschwanstein. Jak się okazało zamek jest dość oddalony od głównej trasy, więc na spektakularne widoki nie mogliśmy liczyć, zwłaszcza że widoczność ograniczały też nisko krążące chmury. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie podjechać pod zamek, ale skoro i tak nie mieliśmy czasu na zwiedzanie to szkoda było go marnować tylko dla pamiątkowej fotki.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Romantyczna droga prowadzi nas do granicy z Austrią, później w Reutte kierujemy się w kierunku Landeck przez przełęcz Fernpass z pięknym widokiem na najwyższy szczyt Niemiec Zugspitze. Przed przełęczą robi się na drodze trochę ciasno i ciężko wyprzedzać ciągnące się sznurkiem samochody ale widoczki rekompensują niedogodności - zwłaszcza, że pogoda póki co dopisuje.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Najprostsza trasa z Landeck do Andermatt to autostrada S16 w kierunku Feldkirch. My postanowiliśmy jednak rozpocząć docieranie Prosiaka w górach i zdecydowaliśmy, że nadłożymy trochę i przejedziemy przez Silvretta-Hochalpenstraße. Trasa ta jest wymieniana jako jedna z najpiękniejszych tras alpejskich i prawdę mówiąc przymierzałem się do niej już w zeszłym roku ale niestety była trochę nie po drodze. Tym razem nie odpuścimy takiej okazji i po uiszczeniu na bramkach opłaty w wysokości 15 EUR możemy zacząć się wspinać pod górkę.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Najwyższy punkt trasy nie leży może zbyt wysoko (2032 m. npm), bunkrów nie ma ale i tak jest zaje..ście. ;)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po krótkiej przerwie dla rozprostowania kości lecimy dalej w kierunku Liechtensteinu najpierw drogą 188 na Bludenz, potem 190 do Ferdkirch. Zjazd na zachód z Silvretty jest chyba jeszcze bardziej widokowy od wjazdu. Niestety, wiszące nad nami od jakiegoś czasu chmury zaczynają popuszczać i miejscami robi się mokro co trochę przeszkadza w kontemplowaniu widoków. Nie ma lekko trzeba się skupić na jeździe bo Prosiak niby prowadzi się lepiej od Virago ale jest też zdecydowanie bardziej narowisty, a ja właściwie dopiero się uczę na nim jeździć. ;)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po zjeździe z Silvretty zatrzymujemy się na małe co nieco. Trzeba zrobić przerwę zwłaszcza że znowu zaczęło padać. Niestety taka zmienna pogoda będzie nam towarzyszyć już do samej Szwajcarii. Po podwieczorku i kawce ruszamy dalej. Z Ferdkich jest już tylko kilkanaście kilometrów do Vaduz - stolicy Liechtensteinu. Kraj niewielki to i stolica okazuje się nie za duża chociaż trochę pobłądziliśmy szukając wylotu na lokalną drogę w kierunku Chur.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przez Liechtenstein przejechaliśmy dość szybko i bez większych problemów nawigacyjnych podziwiając sielankowe widoczki, zameczki, winnice i oczywiście wszędobylskie krowy. :) Trochę czasu straciliśmy w szwajcarskim Chur bo to dość spore miasto i mimo tego, że ominęliśmy centrum trasą tranzytową to ruch był spory i trzeba było momentami trochę odstać. Ale byliśmy coraz bliżej celu naszej podróży - po wyjeździe z Chur od Andermatt dzieliło nas tylko ok. 100km. Niestety pogoda zdecydowanie się psuła, a ciężkie deszczowe chmury nie wróżyły nic dobrego.
Było już późno więc trzeba się było śpieszyć, zwłaszcza że chcieliśmy jeszcze znaleźć pole namiotowe i rozłożyć się za widnego. Zostało 100 km - niby nic, ale jak się później okazało mapa nas oszukała i niedojrzeliśmy na niej że po drodze mamy jeszcze jedną przełęcz - Oberalppass (2046 m. npm). W sumie to może i dobrze że jej nie dojrzałem, bo pewnie nie dojechalibyśmy do Andermatt tylko zdecydowalibyśmy się na nocleg gdzieś wcześniej. Prawdę mówiąc mieliśmy już trochę dosyć, bo za nami było już prawie 400km, a do końca jeszcze trochę brakowało. O ile Monika już trochę marudziła to ja byłem uparty i postanowiłem do tego nieszczęsnego Andermatt dojechać. :) Za upór zostałem oczywiście ukarany, bo po przekroczeniu przełęczy zaczęło padać na dobre i do Andermatt zjechaliśmy na mokro. :(

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tyle na dziś. Chyba trochę za dużo fotek wstawiłem, ale gdyby jednak ktoś jeszcze czuł niedosyt to może zobaczyć więcej zdjęć z tego etapu w galerii: https://plus.google.com/photos/11342697 ... i7Xkj_uNTQ
Ciąg dalszy pewnie nastąpi, cierpliwości... ;)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
jaroga
Posty: 961
Rejestracja: 12 września 2007, 11:35
Motocykl: XX 1100
Lokalizacja: Piertanie
Wiek: 43
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: jaroga » 30 stycznia 2015, 10:16

Czekamy cierpliwie :nazdrowie:
Monogamia to jakieś dziwne hobby ... :P

Obrazek

Awatar użytkownika
Blunio
Posty: 5499
Rejestracja: 11 marca 2008, 10:21
Motocykl: Suzuki V-strom DL650
Lokalizacja: Warszawa Bemowo
Wiek: 66
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Blunio » 30 stycznia 2015, 11:59

Super :bravo: Dawaj dalej :motorcycle:
Nadzieja to ogień. To ogień, który chce płonąć nawet wtedy, gdy jest gaszony. Nadzieja to nieodparte dążenie, by odnajdywać sens w bezsensie i odkrywać prawdę w zamęcie kłamstw.
Samochód z Niemiec a kobieta z Polski - nigdy odwrotnie!!!

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Maćko » 30 stycznia 2015, 18:49

bunkrów nie ma ale i tak jest zaje..ście. ;)

Taaak, zrozumiałem cienką aluzję :wink: , ale muszę przyznać, że Wasza zaje...stoć jest tak samo fajna jak nasza zaje...stość :D

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 30 stycznia 2015, 21:57

Maćko pisze:bunkrów nie ma ale i tak jest zaje..ście. ;)

Taaak, zrozumiałem cienką aluzję :wink: , ale muszę przyznać, że Wasza zaje...stoć jest tak samo fajna jak nasza zaje...stość :D

Hehe, nieźle wyszło. Prawdę mówiąc już dość dawno czytałem Waszą relację i te bunkry zupełnie mi z głowy wypadły. Tak więc aluzji żadnej nie planowałem - jakoś tak przypadkowo wyszła ;)
A co do zaje...stości, to trzeba by się przed kolejnym urlopem zamienić mapkami żeby sprawdzić czyja jest rzeczywiście fajniejsza. ;) Zwłaszcza że my w Czarnogórze tylko Bokę Kotorską pooglądaliśmy lata temu i strasznie nas kusi tamten kierunek.
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Maćko » 01 lutego 2015, 17:35

DAREK.S pisze:
Maćko pisze:bunkrów nie ma ale i tak jest zaje..ście. ;)

Taaak, zrozumiałem cienką aluzję :wink: , ale muszę przyznać, że Wasza zaje...stoć jest tak samo fajna jak nasza zaje...stość :D

Hehe, nieźle wyszło. Prawdę mówiąc już dość dawno czytałem Waszą relację i te bunkry zupełnie mi z głowy wypadły. Tak więc aluzji żadnej nie planowałem - jakoś tak przypadkowo wyszła ;)
A co do zaje...stości, to trzeba by się przed kolejnym urlopem zamienić mapkami żeby sprawdzić czyja jest rzeczywiście fajniejsza. ;) Zwłaszcza że my w Czarnogórze tylko Bokę Kotorską pooglądaliśmy lata temu i strasznie nas kusi tamten kierunek.



Dobra. dobra tak tylko mówisz... :D
Alpy mają niesamowity urok i tak naprawdę nie wiem, dlaczego jeszcze tutaj nas nie było. Wczoraj jadąc "pośmigać na deskach" mijaliśmy motonitów, którzy wracali chyba z "Elefantena". Pełen hardcore, ale widoki ośnieżonych szczytów i alpejskie słońce to magnes, który na pewno może przyciągać o każdej porze roku.
Sezon zbliża się coraz szybciej więc czas najwyższy czynić jakieś plany...

Awatar użytkownika
Maruda
Posty: 1234
Rejestracja: 22 września 2013, 23:00
Motocykl: Czarny :)
Lokalizacja: Częstochowa/Kamyk
Wiek: 30
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Maruda » 04 lutego 2015, 09:19

"...bunkrów nie ma ale też jest zaje...cie..." doprawdy nie wiem skąd Wam się wziął ten tekst, ale nasz czyli mój Jerzyka i reszty kompani żeglarskiej powstał przy próbie zwiedzenia bunkrów byłej kwatery dowództwa Wermachtu na Mazurach... O ile bunkry nadal tam stoją, o tyle zagęszczenie komarów na m3 powietrza tamtego lata było znacząco wyższe, niż akceptowalne przez nas... :P Śmialiśmy się nawet, że to poniemieckie... :shit: :) Skutecznie zniechęciło nas to i odwiodło od dalszego marszu... :/ Powróciwszy do łodzi zapytani jak było... ?? Niemiłosiernie pogryzieni przez komary odpowiedzieliśmy jednogłośnie "... bunkrów nie ma ale też jest zaje...cie ... "

to tak abstrahując od tematu... :)

Darku bardzo przyjemnie napisane, gratuluję lekkości pióra... :) :bravo: Dzięki Tobie zafundowałem sobie bardzo przyjemną przerwę w pracy... :kawa: :) no i te foteczki Moniki... :) Czekam na dalszą część relacji... :)

.... tylko ten widok za oknem.... :( :frustrated:
...żyj tak jakby jutra miało nie być...

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 09 lutego 2015, 20:08

Tak jak napisałem wcześniej udało nam się szczęśliwie dojechać do Andermattu. Jednym z powodów dla którego upierałem się żeby pomimo późnej pory i nie do końca sprzyjającej aury dociągnąć do Andermatt był kemping, który według zdobytych wcześniej informacji miał znajdować się w tej miejscowości. Żeby za długo nie błądzić zaraz po wjeździe do miasteczka zaczepiłem jakąś turystkę która potwierdziła, że jedziemy w dobrym kierunku. Kemping jak się okazało był na samym wyjeździe z Andermatt i pewnie byśmy go przeoczyli gdyby nie trzy namioty stojące na jakiejś łące przy drodze. No właśnie - słówko kemping okazało się w tym przypadku trochę na wyrost, zwłaszcza że po zeszłorocznych wojażach po Austrii i Włoszech spodziewaliśmy się zupełnie czegoś innego. Zwłaszcza po tak bogatym i jednocześnie dość drogim dla nas kraju jak Szwajcaria. W rzeczywistości kemping okazał się być kawałkiem łąki po jednej stronie drogi i niewielkim placykiem dla kamperów po drugiej. OK, było późno więc nie wydziwiamy i idziemy do recepcji - no właśnie ale gdzie jest recepcja? :shock: I tu kolejna niespodzianka, bo recepcja to nie za duży blaszany kiosk przy budynku kolejki linowej - oczywiście zamknięty na głucho chociaż jest dopiero ok. 20:00. Informacji o godzinach pracy brak - trudno, nie ma wyjścia trzeba rozłożyć się na łące, a formalności załatwimy jutro. Trochę obaw budzi konieczność przeprawienia się Prosiakiem przez kałużę błota na wjeździe na "pole kempingowe" ale szczęśliwie udaje się zaliczyć krótki offroad po rozmiękłej łące i rozłożyć w końcu nasz urlopowy domek. Niestety niebo ciągle płacze - chyba mamy jakiegoś pecha do tej Szwajcarii bo w zeszłym roku też nam w tym kraju dolało. Z drugiej strony nie ma sensu martwić się na przyszłość, bo jutro na pewno będzie lepiej - teraz pora wyskoczyć na małe co nieco, oczywiście wcześniej obowiązkowa wizyta w toalecie. No właśnie i tu mamy drugi zgryz - gdzie są kibelki i łazienka? Za recepcją ich nie ma, bo to zwykły blaszak. Innych budynków na "kempingu" nie stwierdzono. :shock: Pytamy parę okupującą ławki przed recepcją, ale nic na temat nie wiedzą. No to mamy problem - Szwajcaria, kraj banków i mocnej waluty, a na kempingu nie ma nawet toytoya? Dziwne to trochę? Wygląda na to, że trzeba zabrać pastę i szczotki do zębów i umyć się gdzieś w knajpce. Tak też robimy, i po krótkich poszukiwaniach znajdujemy jakąś restauracyjkę, w której możemy się ogrzać i zjeść nieco spóźnioną obiadokolację. Szczęśliwie byliśmy dość zmęczeni żeby przed wejściem zwrócić uwagę na ceny, bo pewnie tego wieczoru wiele byśmy nie zjedli. Nie byliśmy też zbyt świadomi aktualnego przelicznika złoty/frank więc w tym momencie nie zwróciliśmy jeszcze uwagi na to, że Szwajcaria nie jest zbyt przyjaznym krajem dla turystów zarabiających w złotówkach. To był długi dzień i zdecydowanie mieliśmy już go dość - wracamy do namiotu, z nadzieją że jutro przestanie padać i powita nas piękny słoneczny dzień. W nocy jak bumerang wraca problem WC - cholerka człowiek niby przyjechał do cywilizowanego kraju, a musi jak dzikus załatwiać swoje potrzeby pod drzewkiem w padającym deszczu. Dobrze, że to tylko mała potrzeba bo mielibyśmy problem. ;)

Dzień 4: Tam i z powrotem. :wink:
Ewidentnie Szwajcaria nas nie lubi, bo całą noc jak i poranek leje. Nie jest też zbyt ciepło więc nasze nastroje są dalekie od zadowolenia. W końcu koło 10:00 krople deszczu przestają bębnić po tropiku i wysuwamy nosy ze śpiworów. Nie ma lekko, trzeba w końcu rozwiązać problem recepcji i co ważniejsze toalet. :)
Liczymy na to, że rozwiązanie pierwszego problemu pomoże nam również z drugim więc z radością witamy otwarte drzwi baraku recepcji. Jak się okazuje, recepcja jest czynna tylko jakieś trzy godziny w okolicach południa (10:00-13:00) oraz godzinkę w okolicach 18:00. Pani przyjeżdża tylko zarejestrować nowych gości i zebrać kasę za oferowane usługi - w naszym przypadku 20 EUR za nockę. Oczywiście znów się zdziwiliśmy, bo w kraju banków nie można zapłacić kartą i trzeba wysupłać z portfela gotówkę. :x
Szczęśliwie przy okazji rozwiązuje się problem łazienkowy - łazienki są, tylko że w budynku sąsiadującej z kempingiem kolejki linowej. Wejście skutecznie ukryte z tyłu za budynkiem, ale nawet gdybyśmy je wczoraj znaleźli to i tak odbilibyśmy się od drzwi strzeżonych przez zamek szyfrowy. Oczywiście po rejestracji jesteśmy godni otrzymać kod do drzwi i możemy w końcu jak ludzie skorzystać z dosyć obskurnej jak na europejskie standardy ale na szczęście czystej łazienki.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po porannej toalecie postanowiliśmy wykorzystać chwilę przerwy pomiędzy opadami na szybki wypad na miasto w celu zdobycia czegoś do jedzenia. Po drodze jeszcze kilka fotek na kempingu - pomimo kiepskiej infrastruktury widoczki z naszej łąki są całkiem fajne więc trzeba trzaskać foty póki nie pada.

Obrazek
Obrazek

Tu wczoraj jedliśmy:
Obrazek

A tu nawet nie zaglądaliśmy, skoro Adler nawet nie wspomniał, że ma knajpę w Szwajcarii, to obrotu mu robić nie będziemy ;)
Obrazek

Obrazek
Obrazek

Ponieważ całodzienne stołowanie się w szwajcarskich knajpkach mogłoby się przełożyć na radykalne skrócenie okresu urlopowego ze względów finansowych, to po krótkim spacerze znajdujemy jakiś lokalny market, w którym kupujemy trochę produktów na dzisiejsze śniadanie i kolację.
Obrazek
Szału nie ma - chlebuś, bułeczki, jakieś smarowanie, a do tego spleśniały ser i wysuszona kiełbasa. ;) Zakupy niby nieduże, ale z konta magicznie znika ok. 80zł - to niby mniej niż za śniadanie w knajpie, ale jak sobie człowiek wspomni Rumunię, to za tyle można było sobie zafundować super obiad na dwie osoby. :cry:
Z drugiej strony śniadanie w takich pięknych okolicznościach przyrody warte jest każdych pieniędzy. ;) :lol:

Obrazek
Obrazek

Szkoda tylko, że po śniadaniu znowu zaczyna padać i do 15:00 zostajemy ponownie uziemieni w namiocie. Coraz bardziej źli, przeklinamy coraz głośniej szwajcarską pogodę i planujemy jak się stąd wyrwać. Póki co dzisiaj to się nie uda, zwłaszcza że nie przyjechaliśmy do Andermatt bez powodu. Korzystając z chwilowego przejaśnienia mamy zamiar postawić przed Prosiakiem małe wyzwanie - krótką wycieczkę na przełęcz św. Gotharda (2108m npm).
Nie wszystkie źródła opisują drogi na tę przełęcz dokładnie, a trzeba wiedzieć że są właściwie trzy sposoby żeby ją przekroczyć:
Opcja pierwsza: tunel pod górami i autostrada - nudy :P
Opcja druga: ładna i równa asfaltowana droga prosto na przełęcz z Andermatt do Airolo (lub odwrotnie) - zapowiada się nieźle ;)
Opcja trzecia: - Tremola- stara i kręta brukowana droga w czasach obecnych właściwie nieużywana w innych niż turystyczne celach - to brzmi zdecydowanie ciekawie ;) :mrgreen:

Plan na popołudnie jest więc taki:
Obrazek
Żeby doświadczyć jak najwięcej planujemy zaliczyć obydwie trasy (opcja 2 i 3) za jednym podejściem. Startujemy z Andermatt od strony którego nie ma dużego podjazdu na przełęcz. Czeka nas najpierw zjazd w dół w kierunku Airolo, a potem wspinaczka z powrotem na górę. Ponieważ pogoda jest niewyraźna i ciągle przelotnie kropi nie mam odwagi na zjazd w dół Tremolą. Prawdę mówiąc widziałem wcześniej tę trasę w necie i zastanawiam się czy w ogóle pchać się tam na Prosiaku. Zobaczymy na dole na razie wybieramy opcję zjazdu w dół nową drogą. Z góry przepraszam, za kiepską jakość niektórych zdjęć - najwyraźniej nasz aparat chyba ma już dość wstrząsów, kurzu i wilgoci i czasami, najczęściej w najciekawszych momentach złośliwie gubi ostrość.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Tremola w tle:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pogoda nie rozpieszcza ale na sucho przejechaliśmy przez przełęcz i zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym na Airolo. Właściwie nawet się nie zastanawialiśmy - jest okazja, więc trzeba zaatakować Tremolę - damy radę ;)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Oczywiście nasze kulawe, szwajcarskie szczęście nie kazało na siebie zbyt długo czekać. Po zaledwie kilku kilometrów zaczęło padać. Po prostu raj: góry, serpentyny, mokra kostka i 120 konny Prosiak z wiercącą się na tylnej kanapie pasażerką - lepiej być już chyba nie może. ;)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Ten tunel w górze to nowa droga, którą zjeżdżaliśmy:
Obrazek
Obrazek

Rekordu prędkości pewnie nie pobiliśmy ale w końcu udało nam się wrócić na przełęcz. Tremola nawet w tych warunkach nie była tak przerażająca jak niektórzy ją opisują ale trzeba się przyznać że zaliczyliśmy ją raczej z prędkościami skuterowymi niż MotoGP. Chyba już jestem za stary na rajdy i wyścigi. ;)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na górze tradycyjnie postanowiliśmy stracić trochę czasu na fotografowanie. Jak na złość kiedy już zsiedliśmy z motocykla nagle zaczęło się przejaśniać i przestało padać. Wyjątkowo złośliwa ta Szwajcaria. ;)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po zaliczeniu krótkiego spacerku nie pozostało nic innego jak sturlać się na dół w kierunku Andermatt i naszego luksusowego kempingu.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jak widać na załączonych fotkach wieczorem zrobiło się już naprawdę przyjemnie. Szkoda tylko, że nie było takiej pogody wcześniej jak siedzieliśmy na moto. Trudno, przynajmniej na koniec dnia możemy zrobić kilka lanserskich fotek w pełnym słońcu i wybrać się na tradycyjny wieczorny spacerek.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na koniec jeszcze taka przestroga - wybierając się tutaj pod namiot warto zabrać cieplejszy śpiwór. Chociaż słońce ładnie świeciło aż do wieczora, to jednak temperatura nie rozpieszczała. Zimny wiatr dotkliwie przypominał, że jesteśmy dość wysoko w górach. Przynajmniej na kolejny dzień zapowiada się ładna pogoda...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Maćko » 09 lutego 2015, 20:27

Dawaj Chłopie, dawaj, bo w takim tempie to do czarwca będziesz pisał :wink:

Awatar użytkownika
kris2k
Posty: 3376
Rejestracja: 15 czerwca 2010, 07:24
Motocykl: GuStaw
Lokalizacja: Pabianice
Wiek: 47
Status: Online

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: kris2k » 10 lutego 2015, 10:15

Ty tak na te szwajcarskie ceny nie narzekaj, ciesz się z że byłeś tam zanim cena franka poszła w górę ;)
A tak swoją drogą to Adler wie jak sie ustawić, szczwany lis :mrgreen:

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: DAREK.S » 15 lutego 2015, 00:32

Maćko pisze:Dawaj Chłopie, dawaj, bo w takim tempie to do czarwca będziesz pisał :wink:

I tego się obawiam, bo coś mi strasznie tym razem nie idzie. Brak czasu, brak weny i inne takie tam wymówki ;)

A wracając do Szwajcarii - słoneczna aura, którą zafundowała nam na wieczór Szwajcaria rozbudziła w nas nadzieje na kolejny piękny dzień w siodle. Cieszyło nas, to szczególnie bo planowaliśmy ucieczkę z kraju scyzoryków i czekolady do Francji na wybrzeże jeziora Genewskiego do miasteczka Thonon-les-Bains. Trasa zapowiadała się niezmiernie ciekawie i widokowo, bo rozpoczynała się od przeprawy przez dwie wysokie kolejne alpejskie przełęcze: Furka Pass (2436 m n.p.m.) oraz Grimsel Pass (2164 m n.p.m.).

Obrazek
http://mapq.st/1A8fhAy

Dzień 5: Jeszcze więcej wilgoci :(
Niestety, jak można się było spodziewać na nadziejach się skończyło. Szwajcaria po raz kolejny musiała postawić na swoim i obudzić nas w nocy deszczem bębniącym po tropiku. Na nocy oczywiście się nie skończyło i ranek również przywitał nas deszczem. Miarka się przebrała, mieliśmy zdecydowanie dość Szwajcarii i postanowiliśmy że więcej nasza noga w tym kraju nie stanie. Przynajmniej przez rok. ;)
Ponieważ nie mieliśmy ochoty zostawać w Andermatt dłużej, nie pozostało nic innego jak zwijać mokry namiot i ruszyć dalej w trasę. Cały czas wierząc, że pogoda odmieni się w ciągu dnia tak jak wczoraj ruszyliśmy w kierunku przełęczy Furka.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Wspinaliśmy się wyżej i wyżej, a poprawy pogody widać nie było. Nawet nazwa ulicy, którą jechaliśmy sugerowała angielską pogodę i czekające nas wyzwania.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wspinaczka w deszczu zakończyła się sukcesem, a na szczycie czekały na nas niezapomniane widoki. ;)

Obrazek
Obrazek

Niestety jak do tej pory szczęście zwykle nam sprzyjało i mogliśmy cieszyć oczy widokiem gór, to teraz właściwie jechaliśmy cały czas w chmurze z której trudno było coś wypatrzyć czasami na 20 metrów do przodu. :(
Wyjścia jednak nie było, wbrew pogodzie trzeba było w ślimaczym tempie sunąć dalej do przodu w kierunku miasteczka Gletsch w którym mieliśmy odbić na Grimsel Pass.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zjechaliśmy z Furki i niżej nawet od czasu do czasu coś między chmurami można było zobaczyć. Nas jednak czekała wspinaczka z powrotem na górę, na Grimsel Pass, a widok zjeżdżających z przełęczy mokrych motocyklistów nie napawał optymizmem. :(

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Oczywiście na górze nic się nie zmieniło, tak jak poprzednio pogoda dopisywała, temperatura dochodziła do oszałamiających 7 stopni Celsjusza, a widoki były fantastyczne. Uśmiechy radości nie schodziły nam z twarzy ;)

Obrazek
Obrazek

Po zjeździe z Grimsel goniliśmy naszego mokrego Prosiaka dalej w kierunku jeziora Genewskiego. Pogoda dalej była w kratkę więc tam gdzie było sucho staraliśmy się trochę odrobić straty z mokrego asfaltu. Krajobrazy, tam gdzie można było je dojrzeć były naprawdę malownicze. Zameczki, miasteczka, winnice - szkoda, że pogoda psuła frajdę z jazdy.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dojeżdżając do granicy udało się nawet wypatrzeć jakieś forumowe akcenty ;)
Obrazek
Obrazek

Droga wzdłuż jeziora Genewskiego do granicy była już średnio atrakcyjna, właściwie, to toczyliśmy się przez ciasne miasteczka w korku (prawdopodobnie) wczasowiczów, których ze względu na wleczone za samochodami przyczepy nawet nie bardzo było jak ominąć. Virago byłoby zdecydowanie łatwiej, ale Prosiak potrzebuje trochę więcej przestrzeni i czasami trzeba było swoje odstać.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kończąc dzisiejszą trasę wpakowaliśmy się jeszcze niepotrzebnie w centrum Thonon-les-Beins i straciliśmy sporo czasu na odnalezienie jakiegoś kempingu, a jak się okazało kempingi umiejscowione są kilka parę kilometrów przed miastem. Znowu trzeba się było wracać - chyba muszę poważnie pomyśleć o pogodzeniu się z nawigacją - w takiej sytuacji pewnie by się przydała. Dodatkowo, Prosiak na koniec dnia również podniósł mi trochę poziom adrenaliny, bo zgasł mi podczas ruszania na jakimś skrzyżowaniu. Pewne była to moja wina, wilgoć, zmęczenie, za mało gazu - zdarza się. Później jednak zauważyłem jedną niepokojącą rzecz - skasował się licznik przebiegu dziennego. Za mało prądu czy co? Awaria ładowania, to ostatnia rzecz jakiej bym sobie życzył tak daleko od domu. Mam co prawda wykupiony assistance pzmotu, ale raczej nie chciałbym sprawdzać jak działa. Szczęśliwie jak się później okazało był to jednorazowy wybryk Prosiaka i więcej mu się już nic takiego nie zdarzyło i przez cały wyjazd nie sprawiał kłopotów. Podsumowując: dotarliśmy cali, zdrowi i o dziwo nawet nie bardzo przemoczeni na kemping StDisdille, rozłożyliśmy nasz mokry wakacyjny domek, zaliczyliśmy pierwszą francuską kolację i zakończyliśmy dzień snując plany na dalszą trasę.

Trochę chyba przesadziłem z ilością fotek, ale jeżeli komuś jeszcze mało to nasz szwajcarski album można pooglądać tutaj: https://plus.google.com/photos/11342697 ... rabn8JTYCg
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Maćko
Posty: 614
Rejestracja: 14 grudnia 2008, 16:46
Motocykl: MG California, Norge
Lokalizacja: Łódź
Wiek: 52
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: Maćko » 15 lutego 2015, 09:47

Faktycznie, pogodę mieliście trochę "słabą". Mam nadzieję, że później było tylko lepiej....

staszek_s
Posty: 201
Rejestracja: 03 września 2014, 21:43
Motocykl: Suzuki DL 650A
Lokalizacja: Radlin, woj Śląskie
Wiek: 53
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: staszek_s » 15 lutego 2015, 13:01

Piękna relacja, też czekam na kolejne części. Tak z ciekawości, co to za ustrojstwo z guzikami na lewej części kierownicy?

Awatar użytkownika
jaroga
Posty: 961
Rejestracja: 12 września 2007, 11:35
Motocykl: XX 1100
Lokalizacja: Piertanie
Wiek: 43
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Przez Alpy na Lazurowe Wybrzeże - fotorelacja, 2014

Postautor: jaroga » 16 lutego 2015, 10:46

Nie wiesz? :shock:
Darek na taxi dorabia. :mrgreen:
Monogamia to jakieś dziwne hobby ... :P

Obrazek


Wróć do „Turystyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość