Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Ciekawe miejsca, propozycje wycieczek, co warto zobaczyc? Tematy związane z turystyką motocyklową
Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 03 września 2012, 20:32

Wiem, wiem - to już było przynajmniej kilka razy ;) Mimo wszystko jakiś drzemiący w człowieku ekshibicjonizm i potrzeba pochwalenia się przejechanymi kilometrami skłoniły mnie do napisania tej relacji. Z resztą wszystko, to ku chwale Virago :) :rock: Tekstu i zdjęć będzie sporo więc od razu ostrzegam - może być nudno. :)

W pewnym sensie zeszłoroczna wycieczka (viewtopic.php?f=5&t=15117) na Chorwację spełniła nasze motocyklowe aspiracje podróżnicze i w tym roku nie bardzo mieliśmy pomysł na podobną wyprawę. Prawdę mówiąc mieliśmy w tym roku trochę odpocząć i pokręcić się gdzieś bliżej. W planach były Bieszczady ewentualnie Słowacja i Węgry - miejsca które zwiedzaliśmy lata temu i które zawsze z dużym sentymentem wspominamy oglądając zdjęcia robione jeszcze na tradycyjnej kliszy. Z drugiej strony intrygowała nas ta cała fascynacja Rumunią, którą w ostatnich latach można znaleźć na wielu forach poświęconych nie tylko motocyklom ale również turystyce, karawaningowi, itp. Na kilka dni przed wyjazdem wykluł się więc pomysł - jedziemy pokąpać się na Węgry, a stamtąd zrobimy mały wypad do Rumunii zobaczyć o co właściwie tyle hałasu.

Dlaczego "lansik" w tytule? Nijak nie pasowała mi tutaj żadna "wyprawa" czy "turystyka" bo przecież:
  • po pierwsze primo - jedziemy 22 letnią virówką, która jak wiadomo do turystyki się nie nadaje,
  • po drugie primo - "turystykę" zostawiamy właścicielom maszyn turystycznych, enduro i tym podobnych patrzących na nas trochę jak na wariatów, którzy nie wiedzą że na chopperze jeździ się koło komina, a nie po rumuńskich wertepach,
  • po trzecie primo - jeździmy raczej spacerowo, podziwiając i fotografując widoczki zamiast gnać na złamanie karku przed siebie żeby zaliczyć kolejny tysiąc kilometrów,
  • po czwarte primo - lubimy leniwie zwiedzać okolice, pozwalamy tubylcom na fotografie z naszym moto, a dzieciakom sprawiamy frajdę machając do nich podczas jazdy,
  • po piąte i ostatnie primo - miejsca które planujemy odwiedzić tym razem nie są zbyt oryginalne, relacji z tych terenów jest mnóstwo, a zwiedzających je rodaków jeszcze więcej więc turystyka to trochę za dużo powiedziane.
Po prostu taka sobie dwutygodniowa objazdówka na lanserskim chromowanym motocyklu. ;)

Dzień 1 - Lecimy na Węgry
Początek urlopu i pierwszy sukces - to chyba pierwszy przypadek że udaje nam się przygotować i zapakować motocykl dzień wcześniej, a nie 5 minut przed wyjazdem. :) Godzina wyjazdu wybiła - ruszamy w sobotę (18.08.2012) dzikim świtem. Oczywiście tradycyjnie u nas dziki świt oznacza coś około 10:00 więc wszystko idzie zgodnie z planem. ;)
Pierwszy cel - jak najszybciej wydostać się z Polski i cieszyć się asfaltem południowych sąsiadów. Kierowca zostaje więc zaprogramowany na "trasę szybką", czyli A4 do Krakowa, a potem zakopianką na południe i dalej prosto w dół mapy przez Słowację i Węgry.
Obrazek

Oczywiście jako, że mamy sobotę, a stanie w korku na zakopiance jest ulubioną formą spędzania wolnego czasu przez zmierzających na weekend w kierunku Tatr rodaków, to nasza prędkość przelotowa również spada do ok. 10km/h. Szczęśliwie coraz więcej kierowców katamaranów spogląda życzliwiej na motocyklistów i robi miejsce żebyśmy mogli się przecisnąć do przodu. W ślamazarnym tempie docieramy do Nowego Targu i kierujemy się na Białkę Tatrzańską gdzie robimy przerwę na tankowanie, rozprostowanie kości i jakiś obiad. Jest dość gorąco (przynajmniej tak nam się wtedy wydawało), przejechaliśmy może ze 170 kilometrów, a wydaje się jakby było ich z 500. Na szczęście najgorsze już za nami. Z głębokim przekonaniem że może być tylko lepiej, ruszamy przez Jurgów w kierunku Słowacji. Pogoda jest niezła, droga równa, a widoki robią się ciekawe więc Monika może w końcu wyciągnąć aparat i przestać się nudzić na tylnym siedzeniu Virówki.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Na Słowacji trzymamy się trasy 67 wiodacej przez Poprad, Słowacki Raj, Rożnawę i Kral prosto na Węgry. W rejonach Słowackiego Raju można zarówno poszaleć na moto, bo mamy piękne winkle i równy asfalt, jak i realizować się bardziej turystycznie. W tym parku krajobrazowym jest mnóstwo ciekawych szlaków prowadzonych wawązami, wzdłuż potoków, nad rzeką (Hornad). Kładki, drabinki, łańcuchy - kupę frajdy, przy czym szlaki nie są bardzo męczące i można wyrać się tam nawet z dzieciakami. My co prawda zwiedzaliśmy te rejony już dość dawno ale podejrzewam że wiele nie mogło się zmienić - trzeba będzie to kiedyś sprawdzić ale teraz pozostaje tylko z sentymentem rzucić okiem na jeziorko Palcmanska Masa (Dedinky) i trzeba sunąć dalej.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
Obrazek
Obrazek
ObrazekObrazek

W miasteczku Kral przed węgierską granicą takujemy maszynę i ponieważ robi się już późno mkniemy bez zatrzymywania przez Ozd, Eger i Poroszlo prosto do Tiszafüred. Jest już zupełnie ciemno gdy atakowani przez chmary robactwa przejeżdzamy groblą przez jezioro Cisa (Tisza-tó) i kończymy sobotnie loty na kampingu w Tiszafüred. (http://www.thermal-camping.hu/)

Dzień 2 i 3 - Tiszafüred
Niedziela i poniedziałek (dzień św. Stefana - narodowe święto Węgrów) spędzamy leniuchując na kempingowym kąpielisku, włóczymy się po miasteczku i lansujemy nad zalewem.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

W poniedziałek odwiedzamy też Tisza-tavi Ökocentrum (http://www.tiszataviokocentrum.hu/en/) czyli park w którym zebrano okazy fauny i flory występującej w tym regionie.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Oczywiście w okolicy można znaleźć dużo więcej atrakcji i nie nudząc się spędzić tu przynajmniej dwa tygodnie ale nam cały czas chodzi po głowach Rumunia i postanawiamy ruszyć we wtorek w dalszą drogę.

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
cezar z miero
Posty: 194
Rejestracja: 21 listopada 2010, 20:53
Motocykl: Virago XV 535 DX
Lokalizacja: Mieroszów
Wiek: 45
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: cezar z miero » 03 września 2012, 23:52

Fajny lansik :D
góry piękne, widoki wspaniałe :)
czekam na dalszy ciąg :) .Pozdrawiam :rock:
Zawsze pozytywnie do przodu ;)

Awatar użytkownika
Daro
Posty: 1447
Rejestracja: 04 września 2007, 13:41
Motocykl: XV1100 '94
Lokalizacja: Skawina
Wiek: 48
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Daro » 04 września 2012, 12:27

Piękna wyprawa i ciekawie się zapowiada ciąg dalszy :mrgreen:
Dajecie dalej "lanserzy" :bravo:

Awatar użytkownika
ZBIG
Posty: 1330
Rejestracja: 15 lutego 2009, 15:53
Motocykl: BOULEVARD 1500 C90T
Lokalizacja: Orzesze
Wiek: 50
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: ZBIG » 04 września 2012, 18:14

No cóż - tylko pozazdrościć :bravo:

Awatar użytkownika
Marek73
Posty: 5138
Rejestracja: 05 września 2007, 08:51
Motocykl: była Virago 750 jest CZARNY WALDEK
Lokalizacja: Kotla
Wiek: 45
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Marek73 » 04 września 2012, 19:52

Zazdroszczę Wam takiego wyjazdu na luzaka... bez dzieciaków, zegarków i konkretnych planów. To musi smakować :D
Tym chętniej przeczytam ciąg dalszy.

Awatar użytkownika
Mai
Posty: 5160
Rejestracja: 17 lipca 2010, 19:26
Motocykl: Viraży 535
Lokalizacja: Konstancin-Jeziorna /Warszawa-Skorosze
Wiek: 63
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Mai » 04 września 2012, 20:05

:bravo: :bravo: :bravo:

Wygląda dokładnie tak wspaniale jak z relacji w trakcie :). Aż czuje się ciepło tamtych miejsc i pełen luz :D. Dawajcie ciąg dalszy :rock:



:bikersmile: :bikersmile: :bikersmile:
... bo Motocykl to stan umysłu.

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 04 września 2012, 22:19

Póki co nikt nie protestuje, więc jedziemy dalej...

Dzień 4 - Po raz pierwszy w Rumunii
Relacji z Rumunii co prawda można znaleźć w sieci mnóstwo, ale mimo wszystko wybieraliśmy się tam z pewną nieśmiałością, nie do końca wiedząc czego się spodziewać. Jak się później okazało nie taka ta Rumunia straszna jak ją malują - normalny, może trochę biedniejszy europejski kraj. Do Rumuni wjeżdżamy od strony Oradeii i planujemy dojechać na kamping w rejonach Sybina (Sibiu), który wydaje się dobrym punktem wypadowym w Karpaty.
Obrazek

Nasz pierwszy kontakt z Rumunią to więc całkiem spore miasto,w którym zatrzymujemy się żeby zdobyć lokalną walutę przy pierwszym napotkanym bankomacie. Na pierwszy rzut oka miasto nie różni się od tego co mamy u nas - cerkwie (tych akurat u nas nie ma za wiele), sklepy, banki, salony operatorów komórkowych, ładnie odnowione bloki mieszkalne przy głównych ulicach. Jedna rzecz rzuca nam się też w oczy - sporo, chyba nawet więcej niż w Polsce dużych, luksusowych samochodów jak na ten podobno biedny kraj. Wydaje się, że w miejscach które odwiedzamy, poza pojedynczymi przypadkami, Rumuni kupują głównie duże niemieckie sedany. Reszta samochodów to Dacie Logan prowadzone zwykle przez szalonych taksówkarzy, którzy za nic mają przepisy drogowe i jeżdżą jak szaleni. Zresztą jeden z nich o małoco nie sprzątnął nas później w Sybinie przecinając środkiem rondo, na którym akurat się znaleźliśmy. Tak więc odwiedzającym Rumunię zalecam wzmożoną ostrożność zwłaszcza w dużych miastach.
Wracając na trasę - za Oradeą lecimy kawałek trasą 76 w kierunku Deva i tu po raz pierwszy odnosimy wrażenie, że Rumunia na każdym kroku się buduje. Za Oradeą są dwa duże kąpieliska, a w ich okolicy widać rosnące nowoczesne hotele i pensjonaty. Dalej, już bliżej Sibina ciągnie się kilometrami plac budowy autostrady A1, co niestety objawia się negatywnie dużą liczbą ciężarówek wożących materiały budowlane oraz sporą ilością kurzu i piachu w powietrzu. Droga na krajówce za Oradeą jest raczej średnia, duży ruch i znaczna liczba ciężarówek a do tego połatany asfalt. Przeładowana Virówka zaczyna się coraz częściej buntować i dobijając zawieszeniem torturować plecy pasażerki. Do tego zaczyna dokuczać upał - na Węgrzech było ok. 35 stopni, ale my naiwnie liczyliśmy że jak będziemy już w Rumunii, to będzie jednak chłodniej. W końcu to trochę bliżej gór. :) Niestety, prawie cały dzień podczas jazdy temperatura na kierownicy oscyluje w granicach 37 stopni, a gorące powietrze parzy twarze. Wygląda na to, że ładnie sobie opalimy policzki i nosy w naszych otwartych kaskach. ;)
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Parę kilometrów za Oradeą puszczamy przodem motocyklistę - jak się później okazuje moto jest na chrzanowskich blachach, a kierowca to właściwie sąsiad zza miedzy, bo przecież nasza Virago też ciągle jeszcze jeździ na jaworznickich numerach. Dalej jedziemy razem, a na najbliższej stacji Zbyszek namawia nas na zjechanie z głównej trasy i przejazd drogą 75 na granicy parku Apuseni. Przez chwilę się wahamy, bo koliduje to trochę z naszym alternatywnym miejscem noclegowym w Hunedoarze gdzie przy okazji można zwiedzić ciekawy zamek. Ostatecznie, kuszeni krętym górskich odcinkiem, dajemy się jednak przekonać Zbyszkowi - Henedoara zostaje odłożona na inną okazję, tak samo jak leżące niedaleko Beius, tuż przy naszej trasie jaskinie Meziad i Niedźwiedzią. Rumunia jest jednak sporym krajem, który posiada mnóstwo atrakcji turystycznych i z czegoś trzeba niestety zrezygnować, zwłaszcza że mamy tu spędzić tylko kilka dni. Podczas tego wyjazdu naszym celem są góry, więc zaciskamy zęby i wracamy na trasę. Tym razem znowu najbardziej musiała zaciskać zęby Monika, bo chociaż droga i widoki były super to asfalt pozostawiał sporo do życzenia i Virago głośno przypominała nam co chwilę że trochę przeceniamy jej tylne zawieszenie. Mimo wszystko gonimy wytrwale maszynę Zbyszka i jedziemy razem aż do miasteczka Sebeş, w którym nasz towarzysz chce szukać noclegu żeby ruszyć jutro w Karpaty. Żegnamy się więc i ostatnie 60km robimy sami kończąc naszą dzisiejszą podróż na kampingu Ananas w Cisnadioarze.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
Obrazek
Obrazek

Dzień 5 - Cisnadioara, Sibiu
Dzisiaj odpoczywamy po wczorajszej trasie. Nie wiem jednak dlaczego słowo "odpoczywamy" w naszym przypadku nie oznacza tego co dla większości normalnych ludzi. Zamiast więc leżeć na kocu i grzać tyłki na słoneczku albo siedzieć w basenie zaliczamy szybkie śniadanie i jedziemy zwiedzać Sybin. Właściwie cały dzień schodzi na włóczeniu się po kolorowych uliczkach starego miasta, spożywaniu pysznej kawy w rozsądnej cenie i pierwszym porządnym rumuńskim obiedzie. Mamałyga, sarmale (gołąbki) i Mici (kiełbaski z mielonego mięsa) i inne grillowane mięsiwa zagryzane pikantną papryczką i przepijane zimnym piwkiem (oczywiście bezalkoholowym ;)) smakują naprawdę wybornie. Wracając zaliczamy jeszcze sybińskie zoo - zoo jest raczej niewarte odwiedzin i chyba lepiej zrobilibyśmy gdybyśmy zdecydowali się zamiast tego na odwiedziny największego w Rumunii skansenu Astra. Trudno, może za rok uda się naprawić ten błąd ;)
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
al99
Posty: 2340
Rejestracja: 07 maja 2008, 07:19
Motocykl: łoweł ,włotki,lacie
Lokalizacja: Tychy-Bieruń Nowy
Wiek: 46
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: al99 » 05 września 2012, 08:06

no bajeczka,,,,,,no to na zimowe wieczory będzie co wspominać
Lepiej być znanym Pijakiem niż anonimowym alkoholikiem
czas nie patyk ,na moczarach nie stoi
Moimi obietnicami piekło jest całe wybrukowane.więc na Wasze już miejsca nie starczy.........

bongorno
Posty: 105
Rejestracja: 18 czerwca 2011, 01:33
Lokalizacja: Bytom/UK
Wiek: 44
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: bongorno » 05 września 2012, 10:38

Ech ......... Relacja bajka :))))))))))) Czekam na ciąg dalszy :))))))))))

Awatar użytkownika
Saba
Posty: 59
Rejestracja: 23 listopada 2009, 15:26
Motocykl: Honda ST 1300
Lokalizacja: Elbląg
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Saba » 05 września 2012, 13:25

Szczerze ( w pozytywnym znaczeniu ) zazdroszczę tej wspaniałej wyprawy. Po tegorocznym oblataniu Bieszczad nieśmiało zaplanowałem Rumunię na przyszły sezon. Wczoraj przypadkiem poznałem Jara, który to właśnie wrócił z rumunskiej wyprawy. Powiedział coś co zastanawia - jedz tam teraz koniecznie, bo to się zaraz skończy. Miał na myśli to o czym piszesz w Swojej relacji, przeobrazanie się na jeszcze jedno prozachodnie państwo. Z Twoich relacji wyglada, ze to poki co ciekawy, pełen pięknych widoków i imiejsc kraj. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam. :bravo:
Zawsze 39,5 i motór

Awatar użytkownika
CARO
Posty: 570
Rejestracja: 28 maja 2009, 11:10
Motocykl: byla Virago 535 jest Shadow 750
Lokalizacja: Warszawa
Wiek: 54
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: CARO » 05 września 2012, 13:45

bardzo ladna wyprawa, gratulacje :bravo:
Honda Shadow 750 Spirit.

Awatar użytkownika
Adi
Posty: 63
Rejestracja: 22 czerwca 2010, 22:43
Motocykl: Virago 1100 '93r.
Lokalizacja: Białystok
Wiek: 49
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Adi » 05 września 2012, 22:25

Fajna relacja. Czekam na ciąg dalszy :bravo:
Rumunia to atrakcyjny cel wakacyjnego wypadu. Względnie blisko, niedrogo, inaczej jak u nas.

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 06 września 2012, 17:56

Dzień 6 - Ruszamy w Karpaty
Przyjechać do Rumunii na motocyklu i nie zaliczyć słynnej trasy Transfogarskiej? Nie ma mowy. W końcu przecież właśnie z tego powodu większość motocyklistów kieruje swoje maszyny na rumuńskie drogi. Startujemy wcześnie, koło godziny 8:00 czasu rumuńskiego bo poza 300km w siodle czeka nas jeszcze kilka atrakcji. Plan lotu wygląda miniej więcej tak:
Obrazek

Wybierając Cisnadioarę jako miejsce wypadowe byliśmy świadomi, że wybierając się w góry trzeba będzie zrobić dodatkowo ponad 100 kilometrów więcej żeby wrócić z powrotem. Oczywiście można by zaoszczędzić tych kilka kilometrów, ruszyć na trasę z bagażami i szukać kolejnego noclegu po drugiej stronie Karpat. Nam jednak nie uśmiechało się pchać w góry obładowanym motocyklem, zwłaszcza że tak jak napisałem chcieliśmy po drodze jeszcze co nieco zobaczyć i nie torturować się spacerami w skórzanych portkach czy martwić się pozostawionymi przy motorze bagażami.
Początkowo jedziemy nudną rumuńską 1-ką, by po kilkudziesięciu kilometrach odbić w końcu na drogę 7c - Transfăgărăşan. Od północnej strony, na samą górę jest niecałe 40km więc leniwie pniemy się w górę. Pogoda dopisuje, asfalt jest suchy więc bez problemów połykamy kolejne kilometry, zatrzymując się od czasu do czasu żeby pstryknąć pamiątkową fotkę.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
Obrazek

Bliżej celu robi się trochę ostrzej i przybywa zakrętów. Jedziemy więc sobie i liczymy - jeden zakręt, drugi zakręt, trzeci, barany, piąty zakręt, i na koniec Krupówki ;-)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek

Wygląda na to, że jesteśmy na górze bo przy drodze rozstawił się jakiś jarmark i klienci kasujący za parkowanie. Czyżby to miało być wszystko? Prawdę mówiąc czujemy pewny niedosyt, bo po słynnej karpackiej trasie spodziewaliśmy się chyba czegoś więcej. Oczywiście trasa jest fajna, asfalt równy, a zakręty zamknięte jak agrafki - tyle, że mam wrażenie, że równie atrakcyjne i może nawet bardziej wymagające trasy i zakręty można znaleźć w Polsce i na Słowacji. Ktoś kto pojeździł po naszych beskidzkich przełęczach (Kocierz, Salmopol, Kubalonka), zaliczył trasy prowadzone przez słowackie górki może być trochę zawiedziony. Atrakcją może być to, że jesteśmy dość wysoko - tunel przy którym się zatrzymaliśmy znajduje się podobno na wysokości 2027m npm. Tyle, że my i nasza viróweczka, zaliczając w zeszłym roku Nockalmstrasse wdrapaliśmy się jeszcze trochę wyżej. ;) Może marudzimy, bo przyjechaliśmy tu na niewłaściwym motocyklu - może trzeba przyjechać na czymś co pozwoli brać te zakręty na kolanie? Tylko jak to zrobić kiedy po trasie wałęsają się barany i Rumunii parkujący i grillujący w każdej wolnej, widokowej zatoczce przy trasie? Trzeba wziąć pod uwagę, że mamy dzisiaj czwartek i jest tu jeszcze względnie spokojnie. W weekendy żeby wyjechać na górę trzeba podobno odstać swoje w długim korku więc o sportowej jeździe nie ma mowy. No chyba że macie "dar przekonywania" i ktoś zamknie dla was całą trasę jak w przypadku panów z Top Gear testujących tutaj super samochody. :)

Czy warto się więc tłuc te 1000km żeby przejechać się trasą 7c? Trudno powiedzieć stojąc na parkingu więc postanawiamy się przyjrzeć tej drodze z trochę innej perspektywy i wdrapać się trochę wyżej. Virago tym razem się na nas wypina i pozostaje na parkingu - marudzi coś że jej mało tlenu, nie ma asfaltu i w ogóle jest za wysoko. ;) Prosić się nie mamy zamiaru, grozimy jej tylko wymianą na turystyczne enduro, zmieniamy ciuchy na lżejsze i ruszamy dalej z buta.
Przechodzimy spacerkiem obok jeziorka Bâlea (Bâlea Lac), a następnie znajdujemy szlak na Şaua Caprei, czyli Kozią Przełęcz (2315 m n.p.m.), z której rozciąga się piękny widok na stronę jeziorka Bâlea jak i w drugą stronę na jeziorko Capra. Parafrazując jeden ze znanych filmowych Cytatów - "bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście". ;)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Rozochoceni widokami i posileni pyszną baranią kiełbaską oraz serkiem kupionym na jednym ze stoisk na dole ruszamy dalej. Cel zasadniczy to szczyt Vănătoarea lui Buteanu, piąty co do wielkości szczyt w tych górach (2507m npm), - co jak co, ale z niego musi być w końcu widać, po co ci wszyscy ludzie tu tak masowo zjeżdżają.
Pogoda jest znakomita, temperatura pomimo znacznej wysokości oscyluje koło 30 stopni, tak że zaczynamy żałować że zamiast lekkich termoaktywnych koszulek które zostały w sakwach wybraliśmy nasze czarne koszulki forumowe. Jednak jak się lansować to na całego - w końcu reklamy forum na 2507m npm jeszcze chyba nie było? Tak mi się nasuwa przy okazji pomysł na forumowy konkurs: kto zaniesie dalej, wyżej lub głębiej logo FMYV - nagrody funduje oczywiście GTW ;) :twisted:
Wracając do relacji - szczyt Vănătoarea zdobyty, robimy pamiątkowe fotki i schodzimy inną stroną do dolinki Bâlea Lac, gdzie w schronisku jemy pyszną regenerującą zupkę przepijaną świeżą lemoniadą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ten spacerek po górach zajął nam mniej więcej pięć godzin więc nie ma co marnować czasu i trzeba ruszać dalej. Wracamy się jeszcze kawałek zrobić najbardziej banalną pamiątkową fotkę z trasy transfogarskiej, którą każdy motocyklista powinie mieć i przez najdłuższy w Rumunii tunel przejeżdżamy na południową stronę gór Fogarskich.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kolejny cel to zamek Poenari. Po drodze mijamy jezioro Vidaru i jak każdy turysta trzaskamy pamiątkowe fotki na zaporze.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Z zamku Poenari, w którym urzędował Vlad Palownik lub jak kto woli hrabia Drakula, zostały już tylko ruiny, do których dostępu broni 1480 schodów. Po naszym górskim "spacerze" patrzymy na nie z nieukrywaną niechęcią ale odpuścić przecież nie można - być w Transylwanii i nie odwiedzić zamku Drakuli? Nijak nie wypada. ;)
Pniemy się więc mozolnie w górę, a każdy stopień przypomina nam jak bardzo zapuściliśmy się kondycyjnie, wożąc przez ostatnie lata nasze leniwe dupska w góry motocyklem zamiast uczciwie wspinać się na własnych nogach. ;) Widok z zamku trochę rekompensuje nam wysiłki i po tradycyjnej fotograficznej przerwie możemy zejść na dół. Tylko dlaczego znowu te schody? :( Monika stwierdza, że ten caly Vlad miał nierówno pod sufitem żeby wybudować się tak wysoko. Tyle że on pewnie przemieniał się w nietoperza i miał gdzieś wszystkie te schody.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jedziemy dalej, a nasza przygoda z trasą 7c kończy się w Curtea de Argeş - miasteczku słynnym z pięknej, wpisanej na listę UNESCO cerkwi metropolitarnej. Niestety jest już tak późno, że musimy zrezygnować ze zwiedzania przejeżdżając tylko i rzucając okiem na tę cerkiew zza muru. Jak zawsze - za dużo miejsc, za mało czasu. Robi się ciemno, a my mamy jeszcze 130 km do "domu" nieznaną rumuńską drogą. Już zupełnie po ciemku Wracamy krajową 7-ką ciągnącą się wzdłuż rzeki Olt. Niestety widoczków żadnych tym razem nie zarejestrujemy, skupiając się na tym żeby nie zostać zepchniętym z drogi przez rumuńskich tirowców, którym po zmroku ewidentnie puszczają hamulce i gnają przed siebie jakby prowadzili bolidy F1, a nie wielotonowe kolosy. My zaliczamy pierwszą rumuńską szkołę jazdy czyli próbujemy wrócić cało, nie wpaść po ciemku w jakąś dziurę i nie dać się zlikwidować drogowym szaleńcom podnoszącym ciśnienie krwi zdecydowanie bardziej niż hrabia Drakula czający się w ciemności.
Jest już dobrze po 23:00, kiedy wykończeni psychicznie i fizycznie ale w całości docieramy szczęśliwie na kamping. Wrażeń na dzisiaj mamy dość, jutro odpoczywamy. Chociaż z drugiej strony ... :twisted: :mrgreen:

Uff, w życiu ni napisałem po dobroci takiego wypracowania. Jak mnie nie zlinczujecie za lekko przesadzoną liczbę fotek, to prawdopodobnie cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Schwartzu
Posty: 1756
Rejestracja: 23 kwietnia 2009, 21:03
Motocykl: XV535'99, BMWR1100RT
Lokalizacja: Warszawa
Wiek: 33
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Schwartzu » 06 września 2012, 18:43

Całą trasę z pierwszego zdjęcia zrobiliście w jeden dzień ??
Droga powrotna to tzw. Transalpina - równie ciekawa i piękna co Transfogarasan.
Czy na całości jest już asfalt?
"Without Contraries is no progression. Attraction and Repulsion, reason and Energy, Love and Hate, are necessary to Human existence."
W. Blake

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 06 września 2012, 19:04

Schwartzu pisze:Całą trasę z pierwszego zdjęcia zrobiliście w jeden dzień ??
Droga powrotna to tzw. Transalpina - równie ciekawa i piękna co Transfogarasan.

Jeżeli chodzi Ci o mapkę z ostatniej relacji to tak, zrobiliśmy ją całą w jeden dzień. Tyle, że droga powrotna to nie transalpina (droga 67c) tylko krajowa siódemka. To główna droga, na której można też podziwiać fajne widoczki o ile nie jedzie się nią po 21:00 :) Transalpiny raczej nie odważyłbym się zrobić w nocy przy marnym reflektorku virówki. Transalpina jest bardziej na zachód i taka pętelka miałaby powyżej 500km. Pewnie dałoby się ją zrobić nastawiając się na całodzienną jazdę bez skoków w bok. Polak którego spotkaliśmy chciał właśnie zrobić te dwie trasy razem ale nie dzwoniłem jeszcze do niego i nie wiem czy mu się udało.

Schwartzu pisze:Czy na całości jest już asfalt?

Póki co powiem dość wymijająco - niby tak, ale nie do końca ;) Jutro powinna pojawić się kolejna część relacji dotycząca właśnie przygód virago na transalpinie. :)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Schwartzu
Posty: 1756
Rejestracja: 23 kwietnia 2009, 21:03
Motocykl: XV535'99, BMWR1100RT
Lokalizacja: Warszawa
Wiek: 33
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Schwartzu » 06 września 2012, 22:40

A no faktycznie 67c. Jechaliśmy tamtędy w zeszłym roku i już zapomniałem, że to nieco dalej od Tarsfogaraskiej. ;)
Tak czy inaczej piękna trasa. Miło sobie przypomnieć tamte miejsca :)
"Without Contraries is no progression. Attraction and Repulsion, reason and Energy, Love and Hate, are necessary to Human existence."
W. Blake

Awatar użytkownika
cezar z miero
Posty: 194
Rejestracja: 21 listopada 2010, 20:53
Motocykl: Virago XV 535 DX
Lokalizacja: Mieroszów
Wiek: 45
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: cezar z miero » 07 września 2012, 00:14

ja pier....... ale widoki :shock:
miał być mały lansik a zrobiła się super wyprawa :bravo: :bravo: :bravo: :uklon: :uklon: :uklon:
niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
Zawsze pozytywnie do przodu ;)

Awatar użytkownika
pisior
Posty: 5287
Rejestracja: 21 sierpnia 2009, 12:55
Motocykl: 535,1100vn1500gsf125
Lokalizacja: kostrzyn nad odra
Wiek: 40
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: pisior » 07 września 2012, 00:23

Darek ,żeś przegioł , Gocha oglądala i spokoju nimam :(
napisz ,że to niebezpieczne <gwalca tylko blondynki (albo nie pisz tego ) :mrgreen: zajefajna wypadówka :)
:bravo:
Obrazek

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 07 września 2012, 07:57

pisior pisze:Darek ,żeś przegioł , Gocha oglądala i spokoju nimam :(
napisz ,że to niebezpieczne <gwalca tylko blondynki (albo nie pisz tego ) :mrgreen: zajefajna wypadówka :)
:bravo:

W życiu jej nie zabieraj :) Tam jest bardzo niebezpiecznie, wampiry gwałcą i kąsają na każdym kroku. Sam bym sobie pokąsał gdyby mnie żona na krótkiej smyczy nie trzymała, bo te rumuńskie dziewczyny naprawdę wpadają w oko. ;) :lol: :lol: :lol:
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Marek73
Posty: 5138
Rejestracja: 05 września 2007, 08:51
Motocykl: była Virago 750 jest CZARNY WALDEK
Lokalizacja: Kotla
Wiek: 45
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Marek73 » 07 września 2012, 08:12

Darek, a jak wygląda w Rumunii kwestia moteli/pensjonatów przy drogach. Można bez problemu przenocować pod dachem?

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 07 września 2012, 09:07

Marek73 pisze:Darek, a jak wygląda w Rumunii kwestia moteli/pensjonatów przy drogach. Można bez problemu przenocować pod dachem?

Z noclegiem generalnie nie ma problemów, zwłaszcza w miejscach atrakcyjnych turystycznie. Na przykład w miejscowościach na wlocie i wylocie trasy transfogarskiej jak i transalpiny jest sporo małych pensjonatów. Do tego na większości prywatnych domów wiszą informacje o wolnych pokojach. Na kampingach często można wynająć domki o bardzo przyzwoitym standardzie. My w drugim tygodniu byliśmy w Busteni, miasteczku w klimacie Zakopca i nie było problemu ze znalezieniem kwaterki na 3 dni. Nocleg za 30zł od osoby znaleźliśmy w drugim domu do którego zapukaliśmy, a właściwie podeszliśmy bo właściciele siedzieli przed domem. Generalnie widać że Rumunia się bardzo mocno rozwija turystycznie i na każdym kroku przybywa nowych kwater. Niestety ceny też są różne, bo stwierdzenie że Rumunia jest tania nie jest już chyba takie prawdziwe jak kilka lat temu. Np. nocleg w schronisku na transfogarskiej kosztuje ok 100-120 zł/osobę. Chociaż akurat to miejsce jest dość specyficzne i w innych miejscach można chyba ostrożnie kalkulować te 30-50zł za osobę. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo z kwaterami nie mam większego doświadczenia. Tak się jakoś składa, że od jakiegoś czasu mamy awersję do spędzania wakacji pod dachem i jak tylko można to wybieramy namiot. Chociaż czasem wychodzi to cenowo podobnie albo drożej niż kwatera. :)
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
Saba
Posty: 59
Rejestracja: 23 listopada 2009, 15:26
Motocykl: Honda ST 1300
Lokalizacja: Elbląg
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Saba » 07 września 2012, 13:34

No...! nie......! zdjęcia suuuuper. Przy okazji muszę stwierdzić, ze umiesz ustawić się z aparatem, ażeby oddać piękno tamtych krajobrazów. Jestem zarazony ta relacja, w przyszłym sezonie Rumunia. :bravo: Pisz dalej, czekamy.
Zawsze 39,5 i motór

Awatar użytkownika
DAREK.S
Posty: 1875
Rejestracja: 05 listopada 2008, 21:19
Motocykl: XV750, 1990; ST1300
Lokalizacja: Ruda Śląska
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: DAREK.S » 07 września 2012, 14:33

Saba pisze:No...! nie......! zdjęcia suuuuper. Przy okazji muszę stwierdzić, ze umiesz ustawić się z aparatem, ażeby oddać piękno tamtych krajobrazów. Jestem zarazony ta relacja, w przyszłym sezonie Rumunia. :bravo: Pisz dalej, czekamy.

Wielkie dzięki za zainteresowanie i motywację do dalszego przynudzania ;). Co prawda po tych kilu odcinkach już mam trochę dość tego pisania ale jak się powiedziało A to trzeba to jakoś dociągnąć przynajmniej do P(olska) ;) A co do fotografii, to autorką większości jest Monika.S - mój wkład ogranicza się do tego żeby za bardzo nie trząść i prosto jechać ;)

My tu gadu-gadu, a przecież trzeba jechać dalej:

Dzień 7 - Transalpina
Poranek dnia siódmego - wstajemy z Moniką po cichu żeby czasem nie obudzić drzemiącej jeszcze pod plandeką Virówki. Biedactwo nie wie jeszcze co ją dzisiaj czeka. ;) Nie wiem czy był to efekt zmęczenia czy może nieco zbyt obfitej kolacji zjedzonej o północy, ale wykluł się w nocy i akurat na rano dojrzał pomysł żeby nie odpoczywać tylko pójść za ciosem i zrobić dzisiaj kolejną górską pętelkę. Tym razem zapowiada się jeszcze ostrzej - Transalpina czyli kurz, pot, łzy i skwierczący olej. Ciekawe co powie na to nasza staruszka - pora zedrzeć z niej kołderkę i rozpalić ogień w cylindrach. ;)

Transalpina, czyli droga 67C ciągnie się od Sebeş do Novaci. Mniej więcej w połowie trasy krzyżuje się z drogą 7A którą można zjechać do Petroşani ewentualnie w drugą stronę w góry. To odbicie na 7A jest z resztą trochę mylące - jak wynika z relacji i wpisów na forach niektórzy przypadkiem zjeżdżają z trasy zaliczając ledwie jej połówkę. Tak się jakoś składa, że te dwa odcinki trasy różnią się od siebie znacznie i gdyby ktoś rzeczywiście chciał sobie skrócić trasę to sugeruję zaliczyć odcinek od Novaci do Petroşani - jest wysoko, widokowo i co istotne dla nas chopperowych lanserów jest tam świeżo położony asfalt. ;) Offroadowcy za to płaczą bo jeszcze niedawno ta trasa była tylko ich domeną i Mekką. Od jesieni zeszłego roku, gdy położono tu asfalt, trasa jest dostępna właściwie dla każdego.
My tradycyjnie wybieramy full opcję i planujemy pętelkę Cisnadioara->Sebeş->Novaci->Râmnicu Vâlcea->Cisnadioara. Czyli najpierw transalpina, a potem znowu powrót drogą nr 7 - dzisiaj chcemy wrócić wcześniej i zobaczyć jaką trasę zaliczyliśmy wczoraj w nocy.
Obrazek

Do Sebeş lecimy krajową 1-ką - męczarnia straszna bo ruch duży, a temperatura znowu pnie się w górę i słońce już pali plecy. Na kierownicy mamy już prawie 40 stopni, a jest dopiero koło 9:00. Szczęśliwie droga 67C, na którą zjeżdżamy w Sebeş, prowadzi wzdłuż rzeczki, przyjemnie zacienioną dolinką. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do zapory i zalewu Tau Bistra i tutaj zaczyna się zabawa. ;)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Trasa wije się ciekawie przez las i można by się pewnie rozkoszować jazdą gdyby nie to, że momentami trochę brakuje nam asfaltu pod kołami. Na szczęście dłuższych, kilkudziesięciometrowych odcinków bez asfaltu nie ma za wiele i nasza Virówka daję jakoś radę. Bardziej upierdliwe są pojawiające się wyżej co kilkadziesiąt metrów wycinki asfaltu w miejscach gdzie robione są przepusty dla spływającej wody. Nie ma rady, trzeba zwalniać i redukować czasem do jedynki żeby przejechać przez nie z całym kręgosłupem. Z resztą roboty trwają na całej długości tego pierwszego odcinka - robione są przepusty, krawędź drogi i bariery ochronne. Robotników i ciężarówek sporo, a do tego dochodzą jeszcze tiry kursujące z drzewem. Ten odcinek ma ok. 20km i prawdę mówiąc trochę studzi nasz entuzjazm wynikający z jazdy słynną transalpiną. :) Z nadzieją, że teraz będzie lepiej dojeżdżamy do jeziora Oaşa. Na pierwszy rzut oka Wydaje się, że dalej powinien być już asfalt. Przynajmniej na połowie drogi albo przynajmniej pod warstwą piasku. ;)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przejazd przez "kamieniołom" oczywiście wcale nas nie zraża i z zapałem jedziemy dalej zwłaszcza, że pojawił się świeży asfalt. Jest dobrze, można odkręcić manetkę i z radością brać kolejne zakręty - przynajmniej do momentu gdy na zakręcie nie braknie nagle asfaltu. :( To się już zaczyna pomału robić nudne! :evil:
Szczęśliwie pogoda cały czas nam dopisuje i nie musimy się taplać w błocie które tu pewnie zalega podczas deszczu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dojeżdżamy w końcu do osady Obârşia Lotrului - tutaj jest wspomniany wcześniej rozjazd w kierunku Petroşani i duży kemping. Można by własciwie powiedzieć, że jest tu małe miasteczko namiotowe bo poza namiotami turystów stoi obok mnóstwo, zbudowanych z folii i gałęzi, szałasów tubylców. Jeden z nich nawet podszedł do nas pogadać, pooglądać motocykl i zareklamować dalszą drogę - "Transalpina? Super, serpentina." Nasza znajomość rumuńskiego jest niestety na tyle marna, że nie byliśmy nawiązać bardziej konstruktywnej dyskusji. Zagadką więc pozostaje dla nas czy ci wszyscy ludzie tam koczujący to mężowie wypędzeni z domów przez zrzędliwe żony, sezonowi zbieracze grzybów, pracownicy leśni czy może robotnicy zatrudnieni przy budowie drogi. :)
Ponieważ jednak bardziej niż geneza osiedla w lesie bardziej interesują nas te zapowiadane serpentyny, to bez wdawania się w dyskusję z miejscowymi ruszamy w dalszą trasę. Trzeba zauważyć, ze od tego miejsca droga dość wyraźnie zmienia swój charakter. Wyjeżdżamy z lasu na coś w rodzaju płaskowyżu - jest niby wysoko, są też góry ale ich grzbiety są płaskie i rozległe. Robi to niesamowite wrażenie przestrzeni, a widoki zapierają dech w piersiach. Widok jest na tyle niesamowity (przynajmniej do osób lubiących góry) że niektórym cisną się do oczy łzy wzruszenia. Z punktu widzenia motocyklisty jest również super, a świeżo położony na tym odcinku asfalt zachęca do odkręcenia gazu. Wspaniałe widoki hamują jednak zapędy do szybkiej jazdy, tak samo jak brak pobocza, wymalowanych pasów i błąkające się po drodze zwierzaki. Nie wiem czy przez tą dzikość, przestrzenie czy brak zabezpieczeń ta droga wywiera (przynajmniej na nas) niesamowite wrażenia, przy których przejechana wczoraj trasa transfogarska wypada blado i bezbarwnie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jedziemy dalej mozolnie wspinając się na przełęcz Urdele. Domagając się redukcji do 1-ki i delikatnie się krztusząc Virago przypomina nam że właśnie bije swój rekord wysokości - 2145 m n.p.m.. Motorek jest zgrzany, w filtr powietrzna nałapał po drodze masę pyłu ale dzielnie dociera na szczyt. W nagrodę Virago może chwilę odpocząć podczas gdy my pijemy kawkę i oglądamy pamiątkowe gadżety na rozłożonych tu straganach. Do tego kilka minut na małą sesję fotograficzną i ruszamy na dalej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Transalpiną zjeżdżamy do wioski Ranca, w której wyraźnie widać turystyczny rozwój Rumunii. Co krok widać tu rosnące "skromne, rumuńskie" hoteliki i pensjonaty.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W Novaci kończymy przygodę z transalpiną i kierujemy się trasą 67 w kierunku miasteczka Horezu. Horezu jest akurat dokładnie na naszej trasie powrotnej więc głupio byłoby nie zobaczyć wpisanego na listę UNESCO, założonego w 1690 monastyru.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wracamy na kamping tą samą trasą co wczoraj, z tym ze teraz możemy podziwiać widoczki, które wczoraj w nocy straciliśmy. Tocząc się leniwie w kierunku zachodzącego słońca zbieramy w myślach wrażenia dzisiejszego dnia i zastanawiamy się co nas jeszcze czeka podczas tego wyjazdu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

cdn...
Tak wiele miejsc, tak mało czasu...
:chopper:
Nasze podróże:
Słowenia, Chorwacja, Węgry, Rumunia, Alpy-AT,CH,IT, Alpy-DE,CH,FR, Norwegia

Awatar użytkownika
robson
Posty: 1637
Rejestracja: 04 września 2007, 15:13
Motocykl: VIRAGO 1.1
Lokalizacja: Lędziny
Wiek: 45
Status: Online

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: robson » 07 września 2012, 23:19

Nic dodać nic ująć Bajka :)
Jedyną ochroną motocyklisty jest jego ROZUM !!!

Awatar użytkownika
Mirek
Posty: 1086
Rejestracja: 27 października 2010, 09:26
Motocykl: XV 1100 / H-D RK
Lokalizacja: Kolobrzeg
Wiek: 58
Status: Offline

Re: Wakacyjny lansik po Węgrzech i Rumunii - FOTORELACJA

Postautor: Mirek » 08 września 2012, 12:02

Witam!!! Bardzo ladna wyprawa, gratulacje!!! :bravo: :bravo: :bravo: :rock:


Wróć do „Turystyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość